Przestrzeń po szwajcarsku

Z architekturą Szwajcarii wiąże się wiele stereotypów. Pierwszym jest umiłowanie betonu: rzeczywiście, ten materiał pojawia się wyjątkowo często we współczesnym szwajcarskim budownictwie. Dzieje się tak być może w związku z kolejną powszechnie znaną cechą tej architektury – minimalizmem. Wielu projektantom wystarcza budulec jako środek wyrazu w prostych, surowych, klarownych, pozbawionych jakiegokolwiek detalu bryłach. Znaną cechą szwajcarskiej architektury jest jej ład i porządek, harmonia i funkcjonalność stawiane ponad widowiskową formą (przykład: odrzucenie w referendum projektu Zahy Hadid, która dla Bazylei zaprojektowała szalony gmach sali koncertowej; mieszkańcy uznali, że budynek jest za drogi i swoją ekstrawagancką bryłą nie pasuje do charakteru miasta).

Dworzec autobusowy w Aarau, proj. Vehovar & Jauslin Architektur AG, źródło: www.vja.ch

Dworzec autobusowy w Aarau, proj. Vehovar & Jauslin Architektur AG, źródło: www.vja.ch

Nieco mniej znaną cechą szwajcarskiej architektury, a może raczej urbanistyki jest ogromny szacunek do przestrzeni wspólnych. Dbałość o ich dostępność, estetykę, funkcjonalność jest czymś zupełnie oczywistym: starannie i atrakcyjnie zaprojektowane przestrzenie pomiędzy budynkami – to nie tylko miejskie place, skwery czy tereny rekreacyjne w alpejskich kurortach. Z myślą o szerokim gronie odbiorców projektuje się też przestrzenie na terenie osiedli mieszkaniowych, kompleksów biurowych (np. słynny kampus firmy farmaceutycznej Novartis w Bazylei), terenów targowych i przemysłowych. Wyjątkową grupę stanowią też obiekty związane z transportem. Szwajcaria posiada jeden z najlepiej na świecie rozwiniętych systemów komunikacji publicznej, lotniczej, kolejowej, autobusowej; mieszkańcy tego kraju niezwykle często się przemieszczają, a co za tym idzie szwajcarskie dworce, przystanki, lotniska są wyjątkowo ruchliwe.

Dworzec autobusowy w Aarau, proj. Vehovar & Jauslin Architektur AG, źródło: www.vja.ch

Dworzec autobusowy w Aarau, proj. Vehovar & Jauslin Architektur AG, źródło: www.vja.ch

Środki transportu publicznego są w Szwajcarii punktualne, na przystankach nie spędza się więc dużo czasu. Mimo to większość dworców czy stacji została zaprojektowana nie tylko jako schronienie dla pasażerów, ale i atrakcyjne obiekty nowoczesnej architektury. Jednym z ostatnio oddanych do użytku jest dworzec autobusowy w Aarau. Pracownia Vehovar & Jauslin Architektur AG nad stanowiskami, przy których stają autobusy zaprojektowała unoszący się na smukłych słupach dach. Wykonano go z półprzejrzystego tworzywa sztucznego, dzięki czemu nie przepuszcza on światło słoneczne. Po zmroku odpowiednio oświetlony przypomina wielką, miękką poduszkę, rozpiętą nad przystankami. Wszystko dzięki jego lekko wybrzuszającej się formie.

Dworzec autobusowy w Baden-Rütihof, proj. Knapkiewicz & Fickert AG, źródło: www.axka.ch

Dworzec autobusowy w Baden-Rütihof, proj. Knapkiewicz & Fickert AG, źródło: www.axka.ch

Dworzec autobusowy w Baden-Rütihof, projekt biura Knapkiewicz & Fickert AG, to asymetryczny, przeszklony pawilon, którego rozdzielone ukośnymi ścianami przestrzenie oferują wszystkie potrzebne podróżnym wygodny. Zielonkawe, przejrzyste ściany i dach, odpowiednio dobrane oświetlenie, wygodne siedziska oraz szeroki widok na stanowiska, z których odjeżdżają autobusy wystarczyły, by powstał wygodny i przyjazny dworzec.

Przystanek linii kolejowej Glattalbahn, Zurich, proj. Kai Flender Freier Architekt, źródło: www.kaiflender.de

Przystanek linii kolejowej Glattalbahn, Zurich, proj. Kai Flender Freier Architekt, źródło: www.kaiflender.de

Glattalbahn – to nowa linia kolejowa, łącząca centrum Zurychu z położoną na przedmieściach dzielnicą Glattal. To niewielka, lokalna, licząca 20 przystanków linia. Mimo to każda z małych stacji – to wykonane z czarnej stali i szkła, zadaszone wiaty, które chronią od deszczu czy wiatru, nie są jednak szczególnie widoczne, nie ingerują znacząco w miejską przestrzeń.

Pasaż pieszy na dworcu kolejowym w Bazylei, proj. Cruz y Ortiz, źródło: www.cruzyortiz.com

Pasaż pieszy na dworcu kolejowym w Bazylei, proj. Cruz y Ortiz, źródło: www.cruzyortiz.com

Gdy w 2003 roku powiększano stację kolejową w Bazylei, pracownia Cruz y Ortiz zaprojektowała pasaż, łączący poszczególne części dworca. Nad peronami architekci rozciągnęli „czapkę” w postaci długiego, horyzontalnego pawilonu. Duża budowla, mieszcząca poza kasami czy sklepami szeroki, wygodny ciąg pieszy została przekryta nieregularnie łamanym dachem, nasuwającym skojarzenia z linią alpejskich szczytów.

Przystanek tramwajowy na Limmatplatz, Zurych, proj. Baumann Roserens Architekten, źródło: www.brarch.ch

Przystanek tramwajowy na Limmatplatz, Zurych, proj. Baumann Roserens Architekten, źródło: www.brarch.ch

Nie mniej popularne w Szwajcarii są środki transportu miejskiego – przede wszystkim tramwaje. Miasta w tym kraju mogą poszczycić się przystankami, projektowanymi przez takie sławy jak Mario Botta czy Santiago Calatrava. Jednym z najbardziej przyjaznych użytkownikom przystanków jest ten na Limmatplatz w Zurychu (proj. Baumann Roserens Architekten). Powstał on na skwerze, jednak pod budowę nie wycięto żadnego drzewa: budując betonowy dach o nieregularnym kształcie wycięto w nim otwory tak, aby drzewa mogły pozostać na swoich miejscach. Pod dachem znalazło się miejsce nie tylko na ławki dla pasażerów czy kiosk z biletami. W przeszklonym słupie ulokowano tu również kawiarnię, której ogródek od deszczu chroni wspominany dach o malowniczym kształcie. Rozbudowany przystanek tramwajowy stał się  tym samym przyjazna i atrakcyjna przestrzenią miejską, nie zaś tylko miejscem oczekiwania na tramwaj.

Przestrzeń publiczna nie dla wszystkich

W debacie publicznej jakość ogólnodostępnej przestrzeni miejskiej oceniana jest najczęściej pod kątem estetyki, atrakcyjności, zróżnicowania funkcji. Tymczasem – co zwykle podnoszą tylko organizacje pozarządowe – najważniejszą cechą przestrzeni publicznych, stanowiącą jej sens, powinna być dostępność dla każdego. Jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu sprawa dostępności przestrzeni miejskich dla osób niepełnosprawnych lub starszych (ale też np. rodziców z dziećmi w wózku) w ogóle nie zaprzątała uwagi projektantów. To zaczęło się już zmieniać – weszły też regulujące tę kwestię unijne przepisy (każda nowa inwestycja musi spełniać warunek dostępności). Jednak problem wykluczenia niektórych z przestrzeni miejskiej tylko z powodu barier architektonicznych jest wciąż aktualny w większości polskich miast.

Kampania „Tu jest OK” ma na celu  budowanie pozytywnego przekazu: ma wskazywać miejsca, do których łatwo dostanie się każdy, bez względu na stopień sprawności. „Będziemy audytować kawiarnie, sklepy, kawiarnie, kluby, urzędy i inne. Wszystkie miejsca bez barier otrzymają znak jakości “Tu jest ok.” – głoszą twórcy akcji. Dość istotna jest wymowa akcji: nie jest ona poświęcona walce o system nakazów, o prawne regulacje (które mimo to sa przecież potrzebne). Idea akcji jest oddolna i spontaniczna, dzięki niej budować się ma w społeczeństwie poczucie wspólnotowości, chęć poprawy jakości przestrzeni nie dlatego, że tak trzeba, ale dlatego, że wspólnie chcemy, by była ona bardziej przyjazna.

www.facebook.com/tujestok

www.facebook.com/tujestok

„Zastanawiałeś się kiedyś ile po drodze pokonujesz schodów, krawężników i progów? Są ludzie, którzy muszą myśleć o tym na co dzień. Kampania Tu jest O.K. ma na celu uświadomić całej społeczności Warszawy, i nie tylko, o problemie osób poruszających się na wózkach inwalidzkich! Ale nie tylko – podobnie czują się matki z wózkami, osoby starsze… Chcemy jednak mówić, że są, NA SZCZĘŚCIE, miejsca, gdzie na przestrzeń architektoniczną patrzy się już innym wzrokiem – oczami serca. Mamy na celu audyt miejsc o POWSZECHNEJ dostępności publicznej i ich promocję” – podkreślają twórcy kampanii. U podstaw akcji leży chęć budowania pozytywnego przekazu wokół likwidacji barier architektonicznych oraz poczucia, że kwestia dostępności przestrzeni miejskich jest „wspólna sprawą”.

Pomysłodawcami akcji są Polska Organizacja Pracodawców Osób Niepełnosprawnych (POPON) oraz związana z nią fundacja FAZON.
Strona internetowa akcji: www.facebook.com/tujestok 

Park nad parkami

Ten najbardziej znany miejski teren zielony świata jest zarazem pierwszym publicznym parkiem, założonym w USA i jednym z pierwszych tego typu miejsc na świecie. Jest też przedsięwzięciem o silnym podłożu ideologicznym.

Central Park, fot. Gryffindor (CC BY-SA 3.0)

Central Park, fot. Gryffindor (CC BY-SA 3.0)

Autorka pracy poświęconej Central Parkowi, Małgorzata Wilczkiewicz cytuje w niej słowa Frederica Law Olmsteda, jednego z dwóch (obok Calverta Vauksa) projektantów parku. W 1858 roku mówił on: „Central Park jest wielką wartością jako pierwszy publiczny park powstały w tym kraju – demokratyczne przedsięwzięcie o najwyższym znaczeniu – i od jego sukcesu zależy dalszy postęp w sztuce i estetyce Ameryki”.
Gdy w połowie XIX wieku narodził się pomysł utworzenia na terenie dynamicznie rozwijającej się metropolii terenu zielonego bardzo wielu zwolenników miała idea, aby obszar ten był dostępny tylko dla miejscowej elity – dla najzamożniejszych przedstawicieli najwyższych klas społecznych. Ta idea jednak szybko upadła i w 1858 roku rozstrzygnięto konkurs na projekt parku publicznego, ogólnodostępnego. W ciągu kolejnych 15 lat na terenie, liczącym 341 hektarów, na prostokątnej działce o wymiarach 4000x800m powstał zielony teren rekreacyjno-wypoczynkowy.

fot. Razum2010_, (CC BY-SA 3.0)

fot. Razum2010_, (CC BY-SA 3.0)

Niezwykle ważnym elementem projektu było stworzenie przestrzeni naturalnej – nie przewidywano w parku eleganckich zabudowań, bulwarów, ściśle zaplanowanych, „narysowanych” klombów i trawników. Od początku powstawania przedsięwzięciu przyświecała idea ukształtowania takiej przestrzeni zielonej, która będzie sprawiała wrażenie „jakby wyrosła tu sama”. Stąd Wielki Trawnik (Great Lawn) – pozornie nie zagospodarowany, pozwalający każdemu na korzystanie z niego w dowolny sposób (pikniki, opalanie, gry zespołowe), stąd prawie „dzikie” ścieżki wśród krzaków, jeziora i stawy porośnięte szuwarami.

fot. David Shankbone, (CC BY-SA 3.0)

fot. David Shankbone, (CC BY-SA 3.0)

Rozdzielenie ruchu pieszego od konnego, osobne ścieżki dla rowerzystów czy biegaczy, niewiele miejsc o regulaminach i systemach zakazów i nakazów – wszystko to powoduje, że park stał się faktycznie przestrzenią wspólną – demokratyczną – w której każdy użytkownik, bez względu na pochodzenie czy status majątkowy może czuć się swobodnie, może wypoczywać w dowolny sposób. Niektórzy uważają wręcz, że park jest rodzajem społecznego eksperymentu, który miał umożliwić koegzystencję niższych i wyższych warstw społecznych.
W 1964 Central Park został wpisany do rejestru zabytków, to jednak nie wypłynęło na sposób jego użytkowania.

Ulica kompromisu

19 sierpnia 2014 roku Zarząd Dróg Miejskich w Poznaniu ogłosił konkurs o nazwie: „Przestrzeń wspólna – opracowanie koncepcji zagospodarowania  ulic Taczaka  i  Garncarskiej  w  Poznaniu jako  przestrzeni zamieszkania, usług, ruchu i spotkań”. To zdarzenie bez precedensu: zapoczątkowany przez samych mieszkańców proces rewitalizacji zaniedbanej ulicy dzięki ich współpracy z samorządem doprowadził do zorganizowania oficjalnego konkursu, w wyniku którego ulica na trwałe ma zmienić swoje oblicze, stając się przyjazną przestrzenią, łącząca wszystkie miejskie funkcje.

Pierwsze zmiany na poznańskiej ulicy Taczaka zaszły już dwa lata temu. Położona w centrum miasta, choć nieco na uboczu (równoległa do słynnej zdominowanej przez samochody i siedziby banków ulicy Święty Marcin) Taczaka przez lata była wyjątkowo zaniedbana. Zastawiona przez samochody, zaśmiecona, pozbawiona życia ulica nie podobała się mieszkańcom. I to właśnie oni rozpoczęli proces jej przemiany. To ważne, że idea rewitalizacji poznańskiej ulicy wypłynęła od samych mieszkańców. To oni wystąpili z petycją do władz miasta o zamienienie Taczaka w deptak, aby mogły tu powstać kawiarniane ogródki, by szpecące miejsca parkingowe mogły służyć spacerom i wypoczynkowi. Jako że nie wszyscy mieszkańcy akceptowali kierunek zmian, poznańscy urzędnicy rozdali im ankiety, w których każdy mógł doprecyzować swoje oczekiwania i pragnienia, w jaką stronę miałaby się zmienić jego ulica.
Na bazie konsultacji społecznych wypracowano kompromis. Jak to opisano na łamach portalu Codzienny Poznań: „I dokładnie zgodnie z ich życzeniami ulica Taczaka nie stała się deptakiem, ograniczono na niej natomiast ruch i możliwości parkowania, a między samochodami pojawiły się miejsca na ogródki kawiarniane – chociaż te mogą być, także zgodnie z życzeniem mieszkańców, czynne tylko do godziny 22. Jest też więcej zieleni: ZDM wyremontował już skwer u zbiegu ulic Kościuszki i Taczaka, który teraz wygląda naprawdę pięknie. (…) zmiany na Taczaka były swoistym eksperymentem – chodziło o to, by udowodnić malkontentom i przeciwnikom jakichkolwiek zmian, że ulica i jej mieszkańcy tylko zyskają na ograniczeniu ruchu i ogródkach kawiarnianych.

Ulica Taczaka przed rewitalizacją, fot. MOs810, CC BY-SA 3.0

Ulica Taczaka przed rewitalizacją, fot. MOs810, CC BY-SA 3.0

Po miesiącu okazało się, że rzeczywiście mieszkańcy dali się przekonać. (…) Trzeba przyznać, że bardzo starają się właściciele pubów: o godzinie 22, zgodnie z umową, stoliki są chowane, śmieci sprzątane, a palacze mogą palić wyłącznie tam, gdzie nie przeszkadza to mieszkańcom”.
Pierwsze próby zmiany ulicy w przestrzeń bardziej przyjazną jej użytkownikom zakończyły się sukcesem. Jak podkreśla jeden z przedsiębiorców, działających na Taczaka, organizatorzy procesu rewitalizacji chcą „kontynuować i przypieczętować proces uspołeczniania tej ulicy” . Służyć temu ma ogłoszony właśnie przez SARP konkurs, w którego warunkach napisano: „Przedmiotem konkursu jest zaproponowanie nowego zagospodarowania, które połączy komunikację  (kołową, pieszą, rowerową)  ze strukturą zieleni, oświetleniem, elementami małej architektury, ogródkami kawiarnianymi, stoiskami promocyjnymi sklepów i innymi elementami wyposażenia ulicy – w obrębie układu przestrzennego ulic Taczaka i Garncarskiej i ich otoczenia,  z  uwzględnieniem funkcji mieszkaniowych, handlowo-usługowych,  kulturalnych, publicznych itp. przywracających rangę temu obszarowi”.

Tak jak pomysłodawcy zmian na ulicy Taczaka, tak i organizatorzy konkursu podkreślają społeczny i wspólnotowy charakter tego przedsięwzięcia. Kluczowym elementem projektu jest skierowanie prac ku wytworzeniu w tym miejscu przestrzeni wspólnej, godzącej interesy różnych grup, od mieszkańców, przed przedsiębiorców po turystów oraz osoby chcące tu wypocząć w kawiarnianym ogródku. „Organizatorzy konkursu oczekują twórczego podejścia do rozwiązań przestrzenno–funkcjonalnych obszaru ulic objętych konkursem w ramach stworzenia przestrzeni dla ruchu, spotkań i rekreacji, stanowiących wspólną przestrzeń dla aktywności społeczno – kulturalnej” – można przeczytać w regulaminie.

Swoje propozycje na konkurs nadesłać może każdy architekt, posiadający stosowne uprawnienia (w specjalności  architektonicznej i w specjalności drogowej). Konkurs ma zostać rozstrzygnięty 18 grudnia 2014 roku.

Przestrzeń życia Polaków

Pod koniec sierpnia 2014 roku upubliczniony został 230-stronicowy raport pt. „Przestrzeń życia Polaków”. Został on opracowany przez zespół niezależnych ekspertów, których prace koordynował senator Janusz Sepioł. Całe przedsięwzięcie odbywa się z inspiracji Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego i jest częścią prac nad prezydenckim projektem tzw. ustawy krajobrazowej.

Poznań

Poznań

Jak można się dowiedzieć ze strony internetowej Kancelarii Prezydenta: „Motywem podjęcia prac nad raportem stał się coraz powszechniej odczuwany dysonans pomiędzy wysoką dynamiką procesów inwestycyjnych oraz zauważalną poprawą jakości znaczącej części obiektów architektonicznych, a negatywnymi tendencjami w gospodarce przestrzennej, słabościami planowania miejskiego i polityki mieszkaniowej. Narastający w efekcie tych zjawisk chaos przestrzenny staje się cywilizacyjną i ekonomiczną barierą rozwoju kraju. Podnosi on koszty funkcjonowania miast i całych zespołów miejskich i – co szczególnie istotne – pogarsza codzienne warunki i standard życia Polaków”.

Katowice

Katowice

Raport przygotowało kilka zespołów eksperckich, opracowujących poszczególne jego zagadnienia. Wśród tematów, które badali specjaliści pojawiły się m.in. jakość i standardy przestrzeni zamieszkania, jakość polskiej przestrzeni publicznej, miejska obywatelskość, promocja wiedzy i kultury architektonicznej. Przyglądano się przestrzeniom wiejskim, terenom zielonym czy  zjawisku suburbanizacji. Teraz, gdy treść raportu jest już znana, została ona poddana konsultacjom społecznym. Do 25 września można na adres SARP wysyłać swoje uwagi, spostrzeżenia i komentarze, dotyczące jego zawartości, ponadto w kilku miastach odbędą się na ten temat publiczne debaty.

Wrocław

Wrocław

„Celem raportu jest przedstawienie na tle diagnozy stanu polskiego krajobrazu, charakteru głównych procesów kształtujących współczesność naszych miast i wsi oraz świadomości architektury, jako szczególnego wyrazu kondycji ekonomicznej i kulturowej polskiego społeczeństwa, koncepcji działań na rzecz podniesienia jakości środowiska zamieszkania. Raport identyfikuje zagrożenia oraz wskazuje drogi poprawy sytuacji, czyli zawiera rekomendacje najpilniejszych działań, wskazuje ich zakres i precyzuje rolę poszczególnych instrumentów, zarówno w sferze edukacyjnej, jak i legislacyjnej i wdrożeniowej” – piszą autorzy opracowania.

Gdańsk

Gdańsk

Trudno nie zgodzić się ze stawianą we wstępie do raportu tezą o dysonansie „pomiędzy wysoką dynamiką procesów inwestycyjnych oraz zauważalną poprawą jakości znaczącej części obiektów architektonicznych, a negatywnymi tendencjami w gospodarce przestrzennej, słabościami planowania miejskiego i polityki mieszkaniowej”. Celem raportu, badającego osobno kwestie urbanizacji, stref zamieszkania, przestrzeni publicznych, krajobrazu, wsi, jest wypunktowanie głównych problemów, z którymi na co dzień się stykamy i być może znalezienie narzędzi, dzięki którym da się je rozwiązać. Bo co prawda w Polsce obowiązuje Ustawie o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym z 27 marca 2003, jednak jest ona wadliwa, nieskuteczna i wciąż są kłopoty z egzekwowaniem jej zapisów. Degradacja przestrzeni postępuje błyskawicznie i konieczność zmiany ustawy staje się palącą koniecznością.

Warszawa

Warszawa

Autorzy poszczególnych części raportu zwracają uwagę na główne problemy kolejnych wycinków otaczającej nas przestrzeni. Na przykład zespół Elżbiety i Adama Czyżewskich, pracujący nad badaniem jakości polskiej przestrzeni publicznej w pierwszej kolejności zwrócił uwagę na nieprecyzyjność pojęć i definicji. „W polskim systemie prawnym istnieje ogromna luka pojęciowa. W efekcie nie tylko potencjalne przestrzenie publiczne, lecz także miejsca wspólne już funkcjonujące w świadomości mieszkańców w ogromnej większości nie są objęte ustawową definicją „obszaru przestrzeni publicznej”. Definicja ta po prostu nie stosuje się ani do rzeczywistych „miejsc wspólnych”, ani do miejsc, których kształt powinny określać standardy urbanistyczne. Pilna potrzeba uzupełnienia stosowanej w  ustawie terminologii o  definicję” – piszą autorzy rozdziału pt. „Jakość polskiej przestrzeni publicznej”.  Jeśli nie wiemy dokładnie, co to jest przestrzeń publiczna czy miejsce wspólne, jak możemy prawem je chronić lub w sposób uregulowany o nie dbać?

 

Bytom

Bytom

Na bazie swoich badań i doświadczeń autorzy rozdziału formułują główne przyczyny złej kondycji przestrzeni publicznej w Polsce. Według raportu to:
„1.  Słabo zaawansowany proces emancypacji warstwy mieszczańskiej w Polsce przed 1939
2.  Regres kultury miejskiej i zanik etosu mieszczańskiego po 1939 roku w następstwie zmian demograficznych i całkowitej likwidacji mieszczaństwa żydowskiego.
3.  Płytka asymilacja modernistycznych i postmodernistycznych doktryn urbanistycznych w obrębie konserwatywnego horyzontu poznawczego, anarchistycznych postaw społecznych, niskich standardów cywilizacyjnych i technicznych.
4.  Słabo rozwinięta kultura stowarzyszeniowa, niski stopień zaufania społecznego, niskie kompetencje we współpracy nad definiowaniem i rozwiązywaniem problemów wspólnotowych.
5.  Powszechna niechęć do inwestowania w badania podstawowe i anachroniczny, skrajnie utylitarny stosunek do wiedzy także w zakresie badań nad kulturą kształtowania przestrzeni.
6.  Powszechny brak szacunku dla prawa i jego instytucji w połączeniu z wysokim stopniem urzędniczego rygoryzmu i niskim poziomem kultury prawnej.
7.  Powszechne traktowanie przestrzeni publicznej jako „funkcji prawa własności” w połączeniu z wadliwą interpretacją istniejących uregulowań z zakresu prawa publicznego.
8.  Brak powszechnej edukacji publicznej w dziedzinie wartości architektonicznych, urbanistycznych i krajobrazowych.
9.  Niedostateczny poziom edukacji średniej i wyższej w zakresie projektowania urbanistycznego i ruralistycznego”.

Kielce

Kielce

Czy tezy, zawarte w raporcie poskutkują zmianą prawa, lepszymi ustawami, związanymi z kształtowaniem przestrzeni miast i wsi? Byłoby dobrze, bo wkrótce pewnie niektórych negatywnych zmian w naszym krajobrazie nie da się już odwrócić…

Treść raportu „Przestrzeń życia Polaków” można pobrać STĄD.

Piesi nad ziemią

Położona w centrum Londynu dzielnica biznesowa City poza siedzibami banków, zabytkowymi i nowoczesnymi gmachami, poza instytucjami, decydującymi i finansach większej części świata odznacza się jeszcze jedną, wyjątkową cechą. Dużą część dzielnicy można przejść pieszo, w ogóle nie dotykając ziemi.

Kładki przy 140 London Wall, fot. Alan Murray-Rust, geograph.org.uk, CC BY-SA 2.0

Kładki przy 140 London Wall, fot. Alan Murray-Rust, geograph.org.uk, CC BY-SA 2.0

Londyńskie City poprzecinane jest dziesiątkami łączników, kładek, platform, mostów, separujących pieszych od ruchu ulicznego. Pierwsze pomysły wprowadzenia takiej modyfikacji do układu urbanistycznego tej okolicy pojawiły się niedługo po wojnie; od połowy lat 50., a szczególnie w kolejnej dekadzie dzielnicą zaczęto wyposażać w setki kładek. Za ojców tej idei uważa się dziś architekta Charlesa Holdena i urbanistę Williama Holforda, którzy współprojektowali londyńskie City po wojnie.
Bardzo ciekawe jest spojrzenie na tę realizację z dzisiejszej j perspektywy. Z jednej strony sieć kładek jest swego rodzaju atrakcją – niewiele jest miast, które można oglądać z góry, które można poznać z ptasiej perspektywy. Jednocześnie wiemy już, ze idea separowania pieszych od samochodów się nie sprawdziła – współczesne miasta są modernizowane tak, aby to pieszy stanowił główną postać w ruchu ulicznym i jego komfort był najważniejszy, podczas gdy ruch samochodowy stara się minimalizować. Jest jeszcze trzecia strona: utopijna idea, która przyświecała projektantom tego układu drogowego.
Niezwykle ciekawy film dokumentalny na ten temat przygotował w 2013 roku Chris Bevan Lee. Filmowiec dotyka tu nie tylko kwestii praktycznych – opowiada historię wielkiej, wizjonerskiej idei, która zupełnie nie sprawdziła się w praktyce. „Film o sieci kładek w City of London – to także film o wspaniałych ideałach w powojennym projektowaniu miast” – pisał na łamach „Guardiana” Dave Hill.

W Polsce także wciąż mamy do czynienia z efektami powojennych marzeń naszych architektów i urbanistów. Naszpikowani ideami o budowaniu lepszego świata, byli przekonani, że ich wizje uszczęśliwią ludzi, ułatwią życie. Film „The Pedway: Elevating London” pokazuje przypadek z innego kraju, z innej rzeczywistości, jednak pod wieloma względami opowiada on o tym samym, humanistycznym idealizmie, który zginął w starciu z rzeczywistością.

The Pedway: Elevating London (Documentary) from Chris Bevan Lee on Vimeo.

144 kraje o jedzeniu

1 maja 2015 roku zostanie uroczyście otwarta kolejna wystawa światowa EXPO. Tym razem odbywać się będzie w Mediolanie. Jak zawsze przy okazji tych wielkich „popisów” – pokazów państw z całego świata – będzie można się przyjrzeć, w jaki sposób narodowe wspólnoty prezentują swój dorobek oraz swój pomysł na przyszłości.

Pawilon Francji na EXPO 2015, źródło: www.expo2015.org

Pawilon Francji na EXPO 2015, źródło: www.expo2015.org

Bo od kilku lat EXPO – to nie tylko prezentacja tego, co kraj ma najlepszego. Wystawy światowe mają teraz tematy przewodnie, hasła, w których zawarte są problemy i wyzwania, przed jakimi stoi świat. Tym samym można powiedzieć, że pokazujące się na EXPO wspólnoty narodowe mają tworzyć też jedną wielką wspólnotę światową, która patrzy globalnie i proponuje działania dobre dla wszystkich.
Hasłem przewodnim EXPO 2015 jest “Wyżywienie planety, energia dla życia”. Już od wielu lat specjaliści alarmują, że wraz ze wzrostem liczby ludzi, zamieszkujących naszą planetę oraz w wyniku zanieczyszczenia powietrza kurczą się naturalne zasoby globu. Pesymistyczne scenariusze mówią, że w niezbyt odległej przyszłości wyczerpią się nie tylko źródła energii, ale i jedzenie. Wystawa w 20125 roku ma być poświęcona problemowi głodu, który być może w przyszłości pojawi się na świecie.

Pawilon Ugandy na EXPO 2015, źródło: www.expo2015.org

Pawilon Ugandy na EXPO 2015, źródło: www.expo2015.org

Przeglądając znane już prezentacje narodowe można je podzielić z grubsza na dwie części. Pierwszą byłyby wystawy futurystyczne: składające się z pomysłów na poradzenie sobie z brakiem żywności, z poszukiwaniem nowych metod jej produkcji i dystrybucji, skoncentrowane wokół konieczności opracowania nowych, nieznanych dotąd sposobów odżywiania. Takie wystawy mają pojawić się m.in. w pawilonach USA, Azerbejdżanu, Malezji, Litwy, Francji, Czech. Bardzo wiele krajów swoje ekspozycje skoncentruje wokół idei zrównoważonego rozwoju, powrotu do naturalnych metod uprawy, do żywności ekologicznej, organicznej. O powrót do natury apelować będą m.in. Litwa, Bangladesz, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Węgry czy Japonia.

Pawilon USA na EXPO 2015, źródło: www.expo2015.org

Pawilon USA na EXPO 2015, źródło: www.expo2015.org

Druga idea, pojawiająca się w narodowych pawilonach jest bardziej tradycyjna: to chwalenie się własnymi możliwościami, zasobami, dorobkiem, naturalnymi bogactwami. Tę koncepcję przyjęto w pawilonach m.in. Maroka, Ugandy, Jemenu, Kambodży, Estonii czy Polski, którą reprezentować będzie na EXPO sad jabłkowy. W pawilonie o elewacjach inspirowanych drewnianymi skrzynkami Polska zaprezentuje się jako jeden z największych na świecie producentów i eksporterów jabłek (konkurs na polski pawilon w Mediolanie rozstrzygnięto w czerwcu 2014 roku, a wiec przed wprowadzeniem sankcji na eksport jabłek do Rosji i aukcji zachęcającej Polaków do jedzenia tych owoców).

Pawilon Malezji na EXPO 2015, źródło: www.expo2015.org

Pawilon Malezji na EXPO 2015, źródło: www.expo2015.org

W wystawie EXPO w Mediolanie wezmą udział 144 kraje z całego świata. Poza prezentacjami narodowymi pojawią się tam też pawilony najważniejszych organizacji międzynarodowych, ONZ czy Unii Europejskiej. Pojawią się organizacje pozarządowe i wielkie korporacje. Wszystko po to, by pokazać, jak narodowe wspólnoty troszczą się o przyszłość naszej planety. Choć wystawa – to nadal w dużej mierze popisy pojedynczych krajów (rywalizacja dotyczy choćby architektury poszczególnych pawilonów) – przez lata ewoluuje ona jednak w kierunku coraz silniejszego podkreślania wspólnotowości, współpracy, zrozumienia dla faktu, że kula ziemska należy do wszystkich i wspólnie należy o nią dbać.

Pawilon Węgier na EXPO 2015, źródło: www.expo2015.org

Pawilon Węgier na EXPO 2015, źródło: www.expo2015.org

Europa dla ludzi

The European Prize for Urban Public Space – to wymyślona w Centrum Kultury Współczesnej w Barcelonie (Centre of Contemporary Culture of Barcelona, CCCB) nagroda, przyznawana co dwa lata najlepszym europejskim realizacjom architektoniczno-urbanistycznym, mającym na celu poprawę jakości przestrzeni publicznych w miastach. Plebiscyt po raz pierwszy zorganizowano w 2000 roku; po 14 latach popularność konkursu znacząco wzrosła: w pierwszej edycji pod ocenę poddawano 81 projektów, dwanaście lat później jury wypowiadało się już na temat 347 realizacji.

Rewitalizacja Starego Portu w Marsylii, proj. Michel Desvigne, Foster + Partners, Tangram Architectes, źródło: European Prize for Urban Public Space 2014, publicspace.org

Rewitalizacja Starego Portu w Marsylii, proj. Michel Desvigne, Foster + Partners, Tangram Architectes, źródło: European Prize for Urban Public Space 2014, publicspace.org

W kwietniu 2014 roku ogłoszono wyniki najnowszej edycji nagrody. Spośród zgłoszonych projektów jury wybrało 25 finalistów, a tego grona wyłoniono dwie nagrody oraz cztery wyróżnienia. Docenione przez jury projektu opisano niedawno na portalu Bryła.pl.

Najlepsze przestrzenie publiczne w Europie w 2014 roku – to Stary Port w Marsylii (proj. Michel Desvigne, Foster + Partners, Tangram Architectes) oraz teren spacerowo-rekreacyjny, stworzony wzdłuż doliny rzeki Vinalopó w Hiszpanii (proj. proj. Francisco Leiva Ivorra, Marta García Chico, Antoni Baile Jiménez, Prócoro del Real Baeza).

PRZED: Rewitalizacja Starego Portu w Marsylii, proj. Michel Desvigne, Foster + Partners, Tangram Architectes, źródło: European Prize for Urban Public Space 2014, publicspace.org

PRZED: Rewitalizacja Starego Portu w Marsylii, proj. Michel Desvigne, Foster + Partners, Tangram Architectes, źródło: European Prize for Urban Public Space 2014, publicspace.org

PO: Rewitalizacja Starego Portu w Marsylii, proj. Michel Desvigne, Foster + Partners, Tangram Architectes, źródło: European Prize for Urban Public Space 2014, publicspace.org

PO: Rewitalizacja Starego Portu w Marsylii, proj. Michel Desvigne, Foster + Partners, Tangram Architectes, źródło: European Prize for Urban Public Space 2014, publicspace.org

Ten pierwszy – wspólne przedsięwzięcie pracowni architektonicznych oraz architektów krajobrazu – miał na celu przywrócenie mieszkańcom zaniedbanego, poprzemysłowego terenu. Potencjał tego miejsca był znany dużo wcześniej – historia marsylskiego Starego Portu sięga czasów przed naszą erą; do połowy XIX wieku był to jeden z kluczowych portów towarowych w Europie; z czasem jego rola zmalała, aż w końcu obszar popadł w zapomnienie i niszczał. Nie był użytkowany, mimo że znajdował się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. W 2009 roku ogłoszono konkurs na projekt rewitalizacji tego obszaru, który malowniczo wcina się w głąb lądu. Dwa lata prac budowlanych poskutkowały powstaniem atrakcyjnego obszaru w centrum miasta z „ikoną” w postaci lustrzanego dachu na wysokich słupach. Grande Ombriere, szeroki na 22 i długi na 46 metrów dach – to projekt Normana Fostera i element przyciągający do portu rzesze turystów, najbardziej atrakcyjny obiekt, powstały w wyniku rewitalizacji. Poza tą „ikoną” przeprowadzono na terenie portu mnóstwo „tradycyjnych” prac, poprawiających jakość przestrzeni. Usunięto ruch samochodowy, odtworzono dostęp do wody, wprowadzono elementy małej architektury itd. Port stał się lubianym miejscem spotkań i spacerów, a zarazem turystyczną atrakcją.

Równorzędną nagrodę w tej edycji konkursu dla najlepszych przestrzeni publicznych otrzymał projekt przywrócenia mieszkańcom hiszpańskiego miasta Elche i jego okolic lokalnej rzecznej doliny.

Sieć ścieżek w dolinie rzeki Vinalopó, Hiszpania, proj. Francisco Leiva Ivorra, Marta García Chico, Antoni Baile Jiménez, Prócoro del Real Baeza, źródło: European Prize for Urban Public Space 2014, publicspace.org

Sieć ścieżek w dolinie rzeki Vinalopó, Hiszpania, proj. Francisco Leiva Ivorra, Marta García Chico, Antoni Baile Jiménez, Prócoro del Real Baeza, źródło: European Prize for Urban Public Space 2014, publicspace.org

„Rzeka Vinalopó, płynącą w południowo-wschodniej Hiszpanii jest niewielka, jednak do niedawna skutecznie rozdzielała na dwie części położone wzdłuż jej brzegów miasto Elche. Wybetonowane brzegi wąskiej i leniwej rzeczki stanowiły dla mieszkańców miasta barierę trudną do sforsowania. W 2009 roku lokalne władze ogłosiły konkurs, mający na celu znalezienie sposobu na połączenie dwóch brzegów bez ingerowania w naturalny bieg rzeki. Konkurs wygrała propozycja zespołu architektów w składzie: Francisco Leiva Ivorra, Marta García Chico, Antoni Baile Jiménez, Prócoro del Real Baeza. Zaproponowali oni budowę linearnego parku” – można przeczytać o tym przedsięwzięciu na łamach portalu Bryła.pl .

Ten projekt za pomocą dość skromnych środków radykalnie odmienił okolicę. Uporządkowanie terenu zielonego na wybetonowanym korytem rzeki, przerzucenie nad nim mostków, zorganizowanie sieci ścieżek dookoła wystarczyło, aby zapomniany, popadający w ruinę obszar stał się jednym z ulubionych miejsc mieszkańców okolicy.

PRZED: Sieć ścieżek w dolinie rzeki Vinalopó, Hiszpania, proj. Francisco Leiva Ivorra, Marta García Chico, Antoni Baile Jiménez, Prócoro del Real Baeza, źródło: European Prize for Urban Public Space 2014, publicspace.org

PRZED: Sieć ścieżek w dolinie rzeki Vinalopó, Hiszpania, proj. Francisco Leiva Ivorra, Marta García Chico, Antoni Baile Jiménez, Prócoro del Real Baeza, źródło: European Prize for Urban Public Space 2014, publicspace.org

PO: Sieć ścieżek w dolinie rzeki Vinalopó, Hiszpania, proj. Francisco Leiva Ivorra, Marta García Chico, Antoni Baile Jiménez, Prócoro del Real Baeza, źródło: European Prize for Urban Public Space 2014, publicspace.org

PO: Sieć ścieżek w dolinie rzeki Vinalopó, Hiszpania, proj. Francisco Leiva Ivorra, Marta García Chico, Antoni Baile Jiménez, Prócoro del Real Baeza, źródło: European Prize for Urban Public Space 2014, publicspace.org

Konkurs European Prize for Urban Public Space ma już swoją tradycję i prestiż. Warto przyjrzeć się realizacjom, docenionym także w poprzednich latach by zobaczyć, jak czasem niewiele trzeba, by miasto stało się przestrzenią dla ludzi.

Między bazarkiem a centrum handlowym

Za nieco ponad dwa miesiące odbędą się w Polsce wybory samorządowe. Choć frekwencja w nich nie jest zadowalająca (w 2010 roku wyniosła zaledwie 35%), przy okazji rozkręcającej się kampanii wyborczej w miastach rozwijają się debaty na temat przyszłego ich kształtu, koniecznych zmian w przestrzeni publicznej, nowych koncepcji lub reform rozwiązań już istniejących.

Jedną z nich jest kwestia handlu. Każdy, przebywający w dużym lub średnim mieście łatwo dostrzeże, że handel powoli monopolizują duże sieci i że przenosi się on do coraz bardziej dominujących w krajobrazie dużych obiektów handlowych (nazywanych „galeriami). Te rosną już nie tak jak kiedyś, na obrzeżach – dziś stawia się je w centrach, niejako zamiast tradycyjnych handlowych ulic. Co więcej, niektórzy samorządowy tego typu przedsięwzięcia, w oczywisty sposób niekorzystne dla przestrzeni publicznych, uważają za ich „rewitalizację” (!).

Galeria Mokotów w Warszawie, fot. Alina Zienowicz Ala z, CC BY-SA 3.0

Galeria Mokotów w Warszawie, fot. Alina Zienowicz Ala z, CC BY-SA 3.0

„Tymczasem galerie i centra handlowe, lokalizowane w centrach miast i centrach dzielnic, niosą ze sobą wiele negatywnych konsekwencji dla rozwoju społecznego i przestrzennego miasta. Rozrost sieci galerii handlowych powoduje zanikanie tradycyjnego handlu, czy to w postaci małych punktów handlowych czy też lokalnych bazarów. Te ostatnie, oprócz funkcji handlowych, tworzą również warunki dla integracji społeczności lokalnych i tworzenia więzi sąsiedzkich. W obliczu niskiego poziomu partycypacji obywatelskiej i kapitału społecznego w Polsce, te wartości powinny być szczególnie chronione” – piszą na łamach Res Publiki Nowej twórcy inicjatywy o nazwie Koalicja Warszawa Handlowa, która stawia sobie za cel pobudzenie debaty na temat kształtu handlu w stolicy w najbliższej przyszłości. Szczególnie że niedawno warszawski Ratusz opublikował raport, z którego wynikało, że w Warszawie planowanych jest 17 nowych wielkopowierzchniowych sklepów!

Centrum handlowe Arkadia, Warszawa, fot. Agatstone, CC BY-SA 3.0

Centrum handlowe Arkadia, Warszawa, fot. Agatstone, CC BY-SA 3.0

Członkowie Koalicji raport ocenią bardzo źle. Nie zgadzają się z samą ideą „zalania” miasta wielkimi centrami handlowymi oraz krytykują politykę władz Warszawy, które chętnie wyznaczają inwestorom kolejne lokalizacje pod nowe „galerie” handlowe. Ale nie tylko: wytykają autorom raportu także błędy co do samej metodologii badań. Jak można przeczytać w Res Publice: „Przede wszystkim w raporcie razi brak analizy potrzeb i skutków społecznych planowanych inwestycji oraz analiz związanych ze zrównoważonym rozwojem przestrzeni i wspólnot miejskich. Analiza potrzeb mieszkańców sprowadza się do oceny mieszkańców Warszawy jako konsumentów, nie uwzględniając innych potrzeb, jak np. społecznej integracji, tworzenia więzi sąsiedzkich czy innych potrzeb wspólnotowych. Należy dodać, iż wśród autorów raportu nie znajduje się nikt, kto miałby kompetencje do zbadania aspektów społecznych inwestycji, a przecież wprowadzanie zmian w studium uwarunkowań powinno odbywać się z poszanowaniem tych kwestii”.

Centrum handlowe Klif, Warszawa, fot. Adrian Grycuk, CC-BY-SA-3.0-pl

Centrum handlowe Klif, Warszawa, fot. Adrian Grycuk, CC-BY-SA-3.0-pl

Zachowanie równowagi w handlu, znalezienie kompromisu pomiędzy budową dużych obiektów a wspieraniem lokalnego handlu – to ważny element zrównoważonego rozwoju miasta, mający wpływ nie tylko na kwestie ekonomiczne, ale i społeczne. Bo na osiedlowym bazarku łatwo nawiązać sąsiedzkie kontakty, co jest niemożliwe w dużym centrum handlowym. Wybory samorządowe do doskonała okazja, aby zwrócić uwagę na zły kierunek, w jakim z pomocą lokalnych władz rozwija się miejski handel.

Samochód dla piechura

Przecinająca południowoafrykański Durban trasa N3 – to nie tylko ruchliwa szosa. Wzdłuż drogi biegnie jeden z najbardziej uczęszczanych traktów pieszych. Niektórzy z wędrujących tędy ludzi czasem „łapią stopa”, inni cierpliwie pieszo przemierzają swoją trasę. Okolica trasy N3 jest gęsto zaludniona, wciąż powstają w sąsiedztwie nowe osiedla i bloki. Nie jest też jednak bezpieczna; dużym problemem jest tu m.in. rozwarstwienie społeczne oraz pochodzenie mieszkańców z różnych, nierzadko wrogich sobie plemion – historia tej okolicy jest dość burzliwa.

Niezbyt bezpieczny jest też sam pieszy trakt wzdłuż wielopasmowej drogi, jako że nie jest oficjalnym elementem infrastruktury, a wydeptaną przez ludzi ścieżką zdarzają się tu wypadki, zaś sami piesi wciąż przebywają w palącym słońcu, hałasie itd.

Rush Hour Durban, proj. raumlabor i Doung Jahangeer, źródło: http://rushhourdurban.tumblr.com/

Rush Hour Durban, proj. raumlabor i Doung Jahangeer, źródło: http://rushhourdurban.tumblr.com/

Latem 2014 roku członkowie niemieckiej pracowni raumlabor we współpracy z południowoafrykańskim społecznikiem, Doungiem Jahangeerem opracowali projekt schronienia – przystanku dla używających trasy pieszych i autostopowiczów. Na najbardziej ruchliwym odcinku drogi, blisko wielkiego skrzyżowania, gdzie co rano setki okolicznych mieszkańców „łapią stopa” by dostać się do centrum miasta postawili konstrukcję z…wraków samochodów.


Projekt o nazwie „Rush Hour Durban” zrealizowany został z pomocą południowoafrykańskiego oddziału Instytutu Goethego. Architekci opracowali projekt, zdobyte zostały materiały, budową przystanku zajęli się zaś okoliczni mieszkańcy. Ta współpraca przy powstawaniu obiektu była oczywiście bardzo ważna, chodziło o to, by późniejsi użytkownicy sami brali udział przy realizacji projektu.
Uniesione na wysokich słupach samochodowe karoserie utworzyły dach, pod którym piesi, wędrujący wzdłuż drogi lub autostopowicze mogą usiąść, odpocząć, schronić się przed słońcem, zrobić postój w czasie marszu.

Rush Hour Durban, proj. raumlabor i Doung Jahangeer, źródło: http://rushhourdurban.tumblr.com/

Rush Hour Durban, proj. raumlabor i Doung Jahangeer, źródło: http://rushhourdurban.tumblr.com/

Ta niezwykła, rzucająca się w oczy konstrukcja ma też znaczenie symboliczne: poprzez swoją wieloznaczną formę zwraca uwagę na wędrujących tędy pieszych –a więc przy okazji i na społeczne zjawisko, jakim jest konieczność dostania się do miasta także biedniejszych mieszkańców, których nie stać nie tylko na auto, ale i na transport publiczny. „Rush Hour Durban” szybko stał się znakiem rozpoznawczym, „ikoną” okolicy, integrując wokół siebie dużą grupę codziennych użytkowników traktu wzdłuż trasy N3.

Rush Hour Durban, proj. raumlabor i Doung Jahangeer, źródło: http://rushhourdurban.tumblr.com/

Rush Hour Durban, proj. raumlabor i Doung Jahangeer, źródło: http://rushhourdurban.tumblr.com/

Wertykalne sąsiedztwo

W coraz gęściej zabudowanych i liczniej zamieszkałych miastach na całym świecie budowanie wieżowców mieszkalnych nie jest już opcją, a przymusem. Tylko wysokościowce dają możliwość ulokowania dużej ilości osób na stosunkowo niewielkiej przestrzeni. Mieszkalne drapacze chmur buduje się wszędzie, choć specjaliści na nie narzekają: mrówkowce – to zwykle odhumanizowane przestrzenie, w których ludzie się nie znają, nie zwracają na siebie uwagi, nie tworzą wspólnoty. To takie wertykalne sypialnie nie pobudzające tworzenia się międzyludzkich relacji.

Budynek mieszkalny „Vertical City Life”, Antwerpia, proj. C.F. Møller Architects I Brut Architecture and Urban Design, źródło: http://brut-web.be/

Budynek mieszkalny „Vertical City Life”, Antwerpia, proj. C.F. Møller Architects I Brut Architecture and Urban Design, źródło: http://brut-web.be/

Dwie pracownie, duńska C.F. Møller Architects oraz belgijska Brut Architecture and Urban Design postanowiły wspólnie opracować projekt mieszkalnego wieżowca, w którym problem anonimowości nie powstanie. Co więcej, w zaprojektowanym przez nich bloku ludzie mają się przyjaźnić, wspólnie spędzać czas, tworzyć niewielkie wspólnoty. Wszystko dzięki architekturze.

Budynek mieszkalny „Vertical City Life”, Antwerpia, proj. C.F. Møller Architects I Brut Architecture and Urban Design, źródło: http://brut-web.be/

Budynek mieszkalny „Vertical City Life”, Antwerpia, proj. C.F. Møller Architects I Brut Architecture and Urban Design, źródło: http://brut-web.be/

”Vertical City Life” – tak nazwali swój projekt, który zakłada powstanie nie tyle budynku mieszkalnego, ile domu, mającego wpływ na sposób życia jego mieszkańców. Swój cel architekci chcą osiągnąć w dość prosty sposób. 24-kondygnacyjny, mieszczący 116 mieszkań budynek podzielony został na segmenty. Z nich, niczym z klocków złożono wieżę, jednak każdy z segmentów, obejmujący kilka mieszkań – to osobny byt. Segmenty wyposażono w rozległe, przeszklone tarasy, wspólne dla kilku sąsiednich mieszkań. Te tarasy – to niejako blokowa przestrzeń publiczna, teren rekreacyjny i spoczynkowy dla grona mieszkających obok siebie lokatorów. Duże, zielone balkony zachęcają mieszkańców do wychodzenia, do poznawania się, nawiązywania relacji.
Taki układ budynku ma także wpływ na jego wygląd: szklane boksy tarasów – przestrzeni sąsiedzkich dzielą elewacje budynku na mniejsze części, nadają jej rytm, dynamizują ją, urozmaicają. Szczególnie, że przeszklone przestrzenie wspólne obejmują po kilka mieszkań położonych obok siebie, ale i jedno nad drugim, a wiec obejmują pola o kształcie zbliżonym do kwadratu.

Budynek mieszkalny „Vertical City Life”, Antwerpia, proj. C.F. Møller Architects I Brut Architecture and Urban Design, źródło: http://brut-web.be/

Budynek mieszkalny „Vertical City Life”, Antwerpia, proj. C.F. Møller Architects I Brut Architecture and Urban Design, źródło: http://brut-web.be/

„Wertykalne mini- wspólnoty” – bo tak nazwali je architekci – mają zwalczyć zjawisko anonimowości w dużych budynkach mieszkalnych. Dobrze zaprojektowane atrakcyjne przestrzenie wspólne mają zachęcić lokatorów do wychodzenia z domów i spędzania czasu wspólnie na wygodnych, zielonych tarasach.
Pierwszy tego typu budynek ma powstać w Antwerpii.

Wspólne czytanie

Od kilku lat statystyki są coraz bardziej ponure: regularnie spada liczba osób, czytających książki. Spadają nakłady gazet, rzadziej korzystamy z bibliotek. Poziom czytelnictwa w Polsce martwi specjalistów, jest powodem do snucia pesymistycznych prognoz na przyszłość. Rząd czy organizacje kulturalne podejmują się różnych działań, mających zachęcić Polaków do czytania; akcje społeczne reklamy, projekty artystyczne promują literaturę, przedstawiają kontakt z nią jako wielką przygodę.

Livraria Cultura, São Paulo, Brazylia, proj. Studio MK27 – Marcio Kogan, Diana Radomysler, Luciana Antunes, Marcio Tanaka, Mariana Ruzante, źródło: http://studiomk27.com.br

Livraria Cultura, São Paulo, Brazylia, proj. Studio MK27 – Marcio Kogan, Diana Radomysler, Luciana Antunes, Marcio Tanaka, Mariana Ruzante, źródło: http://studiomk27.com.br

W dobie internetu, telewizji, szybkich komunikatów i krótkich wiadomości czytanie książek przechodzi kryzys na całym świecie i wszędzie poszukuje się metod na jego renesans. Jeden z pomysłów wcielono w życie w São Paulo. Tam – dzięki projektowi zespołu architektów – powstała księgarnia, która jest zarazem… wyjątkowo przyjazną przestrzenią publiczną. Zespół pracowni Studio MK27 w składzie: Marcio Kogan, Diana Radomysler, Luciana Antunes, Marcio Tanaka, Mariana Ruzante zaprojektowali w brazylijskiej metropolii księgarnię, w której można spędzić nawet pół dnia można umówić się ze znajomymi, przyjść odpocząć.

Livraria Cultura, São Paulo, Brazylia, proj. Studio MK27 – Marcio Kogan, Diana Radomysler, Luciana Antunes, Marcio Tanaka, Mariana Ruzante, źródło: http://studiomk27.com.br

Livraria Cultura, São Paulo, Brazylia, proj. Studio MK27 – Marcio Kogan, Diana Radomysler, Luciana Antunes, Marcio Tanaka, Mariana Ruzante, źródło: http://studiomk27.com.br

W ten sposób chcą wzbudzić modę na czytanie – zbudować wokół tej czynności pozytywny klimat, modę. Udowodnić, że kontakt z książką nie musi się odbywać tylko w szkole czy domu, że może być doświadczeniem wspólnotowym, wielkomiejską rozrywką, sposobem na życie.

Livraria Cultura, São Paulo, Brazylia, proj. Studio MK27 – Marcio Kogan, Diana Radomysler, Luciana Antunes, Marcio Tanaka, Mariana Ruzante, źródło: http://studiomk27.com.br

Livraria Cultura, São Paulo, Brazylia, proj. Studio MK27 – Marcio Kogan, Diana Radomysler, Luciana Antunes, Marcio Tanaka, Mariana Ruzante, źródło: http://studiomk27.com.br

Zaprojektowana przez nich księgarnia – to ogromna, otwarta przestrzeń, pełna miejsc do siedzenia. Są stoliki jak w kawiarni, ławki jak w bibliotece, są wielkie, drewniane schody, na których można się nawet położyć. Książki ustawiono na regałach wzdłuż ścian, ale można je położyć wszędzie, można z nimi przemieszczać się, czytać je w dowolnym miejscu. Do potrzeb czytających dopasowano stosowne oświetlenie, wnętrze utrzymano w neutralnych, stonowanych kolorach.

Livraria Cultura, São Paulo, Brazylia, proj. Studio MK27 – Marcio Kogan, Diana Radomysler, Luciana Antunes, Marcio Tanaka, Mariana Ruzante, źródło: http://studiomk27.com.br

Livraria Cultura, São Paulo, Brazylia, proj. Studio MK27 – Marcio Kogan, Diana Radomysler, Luciana Antunes, Marcio Tanaka, Mariana Ruzante, źródło: http://studiomk27.com.br

”To księgarnia na miarę XXI wieku” – mówią architekci. To o wiele więcej, niż sklep, to przestrzeń przyjazna i wytrawnemu czytelnikowi – intelektualiście, i dzieciom, i wielbicielom komiksów, i literackiej klasyki. Każdy poczuje się tu dobrze i swobodnie, przejrzy kilka książek, odłoży je na półkę, ale później pewnie wróci – i kolejne tomy kupi i przeczyta.

Demokratyczna komunikacja

Za trzy miesiące w Polsce odbędą się wybory samorządowe. Choć wciąż cieszą się mniejszym niż np. prezydenckie zainteresowaniem, są od nich znacznie ważniejsze: to decyzje samorządowców mają najszybszy i bezpośredni wpływ na nasze życie codzienne. Na to, jak wygląda nasza najbliższa okolica i w którym kierunku się rozwija.

W ciągu ostatnich kilku lat świadomość i oczekiwania mieszkańców polskich miast zmieniły się i rozwinęły w bezprecedensowy sposób. Nigdy wcześniej polscy mieszczanie nie byli tak zainteresowani kwestiami miejskimi, nie chcieli decydować o kierunkach rozwoju aglomeracji, nie oczekiwali innowacyjnych, nowatorskich pomysłów i wielkich przemian. Przy okazji tegorocznych wyborów debata na tematy miejskie wchodzi na nowy poziom: już nie wystarczy powiesić kilku plakatów i wrzucić ulotek do skrzynek pocztowych, aby zostać wybranym. W tym roku po raz pierwszy do rywalizacji z politykami stają miejscy aktywiści, dzięki którym kampanijne debaty na pewno będą inne niż do tej pory.
Jeszcze kilka lat temu wybory samorządowe można było wygrać z ogólnymi hasłami o nowoczesności i za pomocą wizualizacji naszpikowanych wieżowcami i szerokimi ulicami. Dziś – na razie na niewielką skalę, ale to proces, który trwa – ważniejsze stają się pomysły, dotyczące poprawy jakości życia każdego mieszkańca miasta demokratyzacja przestrzeni publicznych, zrównoważony rozwój, udogodnienia dla grup do tej pory pomijanych w miejskiej polityce. Ochrona środowiska, rowery, mieszkania komunalne, demokratyczne i bezpieczne przestrzenie publiczne, transport zbiorowy, miejska zieleń, przyjazna pieszym infrastruktura – w 2014 roku pierwszy raz na taką skalę słyszymy te hasła przy okazji wyborów samorządowych.

Polska nie jest pierwsza w tym procesie zmian w myśleniu o przestrzeni miejskiej – podobne procesy zachodzą w wielu światowych metropoliach. Jedną z nich jest Bogota. Jeszcze niedawno jedno z najniebezpieczniejszych i najgorszych do życia miast świata (6,7 mln mieszkańców) w ciągu ostatnich kilkunastu lat przeszła gigantyczną przemianę. Oczywiście na lepsze. Zawdzięcza to m.in. rozsądnym i skutecznym włodarzom.
Metamorfoza kolumbijskiej metropolii przebiegała na wielu poziomach, ale jednym z najważniejszych, o największym znaczeniu był pomysł dynamicznego rozwoju… komunikacji publicznej. To dzięki transportowi zbiorowemu udało wpłynąć na m.in. zniwelowanie widocznych różnic klasowych. To Enrique Peñalosa, burmistrz Bogoty z lat 1998-2001 jest autorem znanych na całym świecie słów: „prawdziwie nowoczesne miasto to nie takie w którym biedaka stać na samochód, a takie, w którym także bogacze poruszają się komunikacją publiczną”.
Podczas konferencji TED we wrześniu 2013 roku Peñalosa w swoim kilkunastominutowym przemówieniu udowodnił, jak rozwój komunikacji miejskiej wpływa na przemiany społeczne na demokrację, na budowanie szczęśliwego społeczeństwa, miejskiej wspólnoty. Czy jest na czym się wzorować? W Bogocie się udało…

Pionowa wioska

Osiedle liczące ponad tysiąc mieszkań (czyli pewnie ok. trzech tysięcy mieszkańców) dające poczucie życia we wspólnocie, niczym w tradycyjnej wiosce? Wiemy doskonale, że w dużo mniejszych blokach anonimowość jest na porządku dziennym i o tworzeniu się jakiekolwiek wspólnoty nie może być mowy.

Osiedle The Interlace w Singapurze, proj. OMA / Ole Scheeren, fot. Ivan Baan; źródło: www.buro-os.com

Osiedle The Interlace w Singapurze, proj. OMA / Ole Scheeren, fot. Ivan Baan; źródło: www.buro-os.com

Tymczasem niemiecki architekt Ole Scheeren wraz z zespołem ze słynnej pracowni OMA postanowił stworzyć osiedle – blokowisko, w którym da się żyć wspólnie, znać sąsiadów, spędzać z nimi czas, wypoczywać. Warto dodać, że wszystko to postanowił zrealizować w środku liczącego blisko sześć milionów mieszkańców miasta.

Osiedle The Interlace w Singapurze, proj. OMA / Ole Scheeren, fot. Ivan Baan; źródło: www.buro-os.com

Osiedle The Interlace w Singapurze, proj. OMA / Ole Scheeren, fot. Ivan Baan; źródło: www.buro-os.com

Osiedle Interlace oddano do użytku jesienią 2013 roku. Stanęło w Singapurze, w którym za 15 lat liczba mieszkańców ma sięgnąć ośmiu milionów. Kompleks mieszkaniowy liczy nieco ponad tysiąc mieszkań; dla porównania w słynnej katowickiej Superjednostce jest ich 760. Ze względu na konieczność umieszczenia dużej ilości ludzi na stosunkowo niewielkiej działce (problem dotyczący prawie wszystkich dużych miast świata) koniecznością było budowanie wysoko. Aby jednak uniknąć konstruowania kolejnych banalnych, przytłaczających, nieoferujących nic poza miejscem do spania wież mieszkalnych Ole Scheeren i jego współpracownicy z OMA postanowili zbudować – jak sami to nazwali – „pionową wioskę”.

Osiedle The Interlace w Singapurze, proj. OMA / Ole Scheeren, fot. Ivan Baan; źródło: www.buro-os.com

Osiedle The Interlace w Singapurze, proj. OMA / Ole Scheeren, fot. Ivan Baan; źródło: www.buro-os.com

Osiedle podzielili na 31 sześciopiętrowych budynków, które ustawili… jeden na drugim. Poprzesuwane względem siebie stworzyły niezwykłą, prawie surrealistyczną kompozycję. To pozornie chaotyczne „składowisko” bloków ma swój głęboki sens. Pomiędzy poszczególnymi, sześciopiętrowymi segmentami udało się stworzyć mnóstwo przestrzeni publicznych. Gdyby bloki wybudowano w tradycyjny sposób nie byłoby to możliwe; z niskich, rozlokowanych w różnych kierunkach i na różnych wysokościach budynków łatwiej jest dostać się na liczne tarasy i podesty, zamienione przez architektów w osiedlowe tereny rekreacyjne i wypoczynkowe. Są tu zielone skwery, obiekty sportowe, baseny. Są alejki spacerowe, miejsca do siedzenia, odpowiednie oświetlenie. Dzięki temu, że budynki wydają się kameralne, niewielkie, mieszkańcy mają poczucie prywatności, a zarazem każdy z okien ma widok na zielony teren wspólny.

Osiedle The Interlace w Singapurze, proj. OMA / Ole Scheeren, fot. Ivan Baan; źródło: www.buro-os.com

Osiedle The Interlace w Singapurze, proj. OMA / Ole Scheeren, fot. Ivan Baan; źródło: www.buro-os.com

Osiedle wygląda niesamowicie – jest często fotografowane, przyciąga uwagę. Wydaje się przytłaczające, jednak to pozory – relacje między sąsiadami zawiązały się tu o wiele łatwiej i szybciej niż w jakimkolwiek mieszkalnym wysokościowcu.

 

Wspólnota biznesowa

Firma deweloperska Green Development w 2010 roku szeroko reklamowała swoją inwestycję mieszkaniową o nazwie Lofty de Girarda. Zabytkową przędzalnię, część kompleksu fabryki włókienniczej, założonej w 1913 roku w Żyrardowie inwestor zamienił w luksusowe lofty. Cena metra w rozległym apartamencie sięgała nawet ośmiu tysięcy zł. „Projekt przebudowy Nowej Przędzalni na Lofty de Girarda, wykonany przez architektów Krzysztofa Janikowskiego i Macieja Kneblewskiego przewiduje odrestaurowanie istniejących elementów budynku oraz nadbudowę dwóch kondygnacji mieszkalnych cofniętych od zabytkowej elewacji o 3 metry. Adaptując budynek do nowej funkcji zachowujemy wszystkie wartościowe detale architektury przemysłowej z początku XX wieku. Budowa loftów w zabytkowej przędzalni lnu jest jednym z najciekawszych i najbardziej spektakularnych inwestycji mieszkaniowych w Polsce” – pisano wówczas w prasie.

Panorama Żyrardowa, źródło:  http://loftydegirarda.info/

Panorama Żyrardowa, źródło: http://loftydegirarda.info/

Dzięki dobremu połączeniu z nieodległą Warszawą  oraz atrakcyjną formą mieszkań lokale cieszyły się sporą popularnością – jak często to się wtedy w Polsce zdarzało, klienci kupili mieszkania na długo zanim ich budowa dobiegła końca. Niestety w 2012 roku budująca lofty firma ogłosiła upadłość. Wielu klientów, którzy wcześniej wpłacili nawet 100% należnej za mieszkanie kwoty zostali z niczym.
Bankructwo dewelopera i kłopoty jego klientów – to niestety historia często się w Polsce powtarzająca. By pomóc tym, którzy z kredytem na 30 zostawali bez mieszkań zmieniono nawet w 2012 roku przepisy – tzw. ustawa deweloperska dawała klientom upadłej firmy prawo do walki o kupiony lokal.
To właśnie ta ustawa pomogła posiadaczom loftów w Żyrardowie na bezprecedensowy ruch: postanowili oni sami dokończyć budowę. Niezwykła wspólnota, która zawiązała się we wciąż niezamieszkanym budynku mieszkalnym narodziła się szybko po tym, jak deweloper zaczął mieć kłopoty. W interencie powstały grupy tych, którzy na upadłości firmy mogli bardzo wiele stracić. Wspólnie zdecydowali się nie tyle odzyskać pieniądze, co… przejąć na własność budynek. Z pomocą prawników, bazując na „ustawie deweloperskiej” rozpoczęli starania o przejęcie budowy i dokończenie jej własnymi siłami.

Lofty de Girarda, fot. MK, źródło: http://loftydegirarda.info/

Lofty de Girarda, fot. MK, źródło: http://loftydegirarda.info/

„- Cieszymy się, że po dwóch latach walki osiągnęliśmy wreszcie to, w co wątpili nawet najwięksi optymiści – mówi Aneta Janas, jedna z ponad 60 klientów upadłej w 2012 r. firmy Green Development. Ludziom groziła utrata mieszkań, na które zaciągnęli 30-letnie kredyty. Sąd upadłościowy dał im właśnie szansę na dokończenie budowy” – można było kilka dni temu przeczytać na łamach „Gazety Wyborczej”.
W tej historii cieszy nie tylko szansa na pozytywne zakończenie, ale i fakt, że w grupa nieznających się, przypadkowych osób (w obliczu zagrożenia) potrafiła utworzyć wspólnotę, wspólnie podjąć działania, zjednoczyć się. Gdyby nie problemy dewelopera ludzi ci zapewne zwrócili by na siebie uwagi, nawet mieszkając w jednym domu…

Przyjazny brutal

Trzy 123-metrowe wieże osiedla Barbican w Londynie zna pewnie każdy. Potężne założenie góruje nad monumentalnymi i nowoczesnymi, ale jednak skalą skromniejszymi zabudowaniami dzielnicy City. Pozornie Barbican – to brutalistyczne założenie mieszkaniowe, ogromne i raczej posępne. Dzięki podwyższeniu ponad poziom ulicy dla przypadkowego przechodnia wydaje się mniej dostępne, ma zwartą bryłę, stanowi spójną całość niczym miasto w mieście.

Barbican, Londyn, fot. Suttonpubcrawl , (CC BY 3.0)

Barbican, Londyn, fot. Suttonpubcrawl , (CC BY 3.0)

Osiedle nie jest jednak twierdzą- wprost przeciwnie powstało jako najdoskonalsze wcielenie idei miejskiej przestrzeni, w której przeplatają się ze sobą różne funkcje, a ludzie czują się swobodnie. Barbican zaprojektowała w latach 60. ubiegłego wieku pracownia Chamberlin, Powell and Bon. Działka, na której w kolejnych latach wyrosło osiedle – to jedna z najstarszych części Londynu; istniało tu coś co w naszych, współczesnych kategoriach nazwali byśmy Starówką. W czasie II wojny  światowej teren został zbombardowany; przez kolejne dwie dekady trwały przygotowania do odbudowy tego obszaru.

Jak mówi dr Cathy Ross z Museum of London projekt Barbicanu miał mieścić w sobie kilka znaczeń. Jednym – już wspomnianym – było wprowadzenie w tę okolice wielkomiejskiego klimatu, stworzenie kompleksu, zaprojektowanego tak, aby ożywiać, aktywizować, zachęcać ludzi do wychodzenia, przebywania na ulicach, do różnych działań. Osiedle miało być zaprzeczeniem „sypialni”, kompleksu mieszkaniowego, który na noc „wsysa” ludzi, a rano ich wypuszcza do pracy czy szkoły. Po drugie Barbican miał być symbolem: miał powstać w miejscu zbombardowanym przez Niemców jako znak odrodzenia, jako pokaz siły i zdolności do powstania z popiołów. To zapewne dlatego osiedlu nadano formy w modnej wówczas stylistyce brutalizmu.

Barbican, Londyn, fot. Riodamascus, (CC BY-SA 3.0)

Barbican, Londyn, fot. Riodamascus, (CC BY-SA 3.0)

Trzy 42-piętrowe wieże oraz kilka mniejszych budynków mieszkalnych o formie galeriowców rozstawiono na wzór warownej twierdzy – otwartej jednak licznymi wejściami na miasto. Ciemne, kamienne elewacje, podniesienie ponad poziom ulicy (niżej umieszczono garaże), odważne posługiwanie się surowym betonem – wszystko to wpisało kompleks w nurt dziś wzbudzającego kontrowersje brutalizmu.


Ale budynki mieszkaniowe – to nie wszystko. Pomiędzy nimi zaplanowano kilkanaście publicznych przestrzeni, w tym ogólnodostępne dziedzińce z małą architekturą, sadzawkami, fontannami, niską zielenią. Kawiarnie, sklepy, punkty usługowe uzupełniły ofertę osiedla. Przede wszystkim jednak na terenie osiedla powstało Barbican Centre, ogromny ośrodek kulturalny z kinami, teatrem, salą koncertową, galeriami czy ogromną biblioteką. Do dziś Barbican Centre jest jedną z najprężniej działających instytucji kultury w Londynie, bardzo często poszerzającą swoją działalność o imprezy plenerowe, organizowane na terenie osiedlowych dziedzińców. Na marginesie można dodać, że jest też miejscem „pielgrzymek” wielbicieli wzornictwa z lat 60. i 70. Ma bowiem doskonale zachowane wnętrza, będące majstersztykiem projektowania w tamtego okresu.

Barbican, Londyn, fot. Barbican, Londyn, fot. Riodamascus, (CC BY-SA 3.0), zdjęcie w domenie publicznej

Barbican, Londyn, fot. Barbican, Londyn, fot. Riodamascus, (CC BY-SA 3.0), zdjęcie w domenie publicznej

Dziś, blisko 40 lat po wybudowaniu, Barbican jest jednym z bardziej rozpoznawalnych obiektów w Londynie. Wpisany do rejestru zabytków, jest zarazem żywą, wielkomiejską przestrzenią, która przyciąga nie tylko bogatą ofertą, ale i samą architekturą. A mieszkania w osiedlu, choć niewielkie i bez wygód, są jednymi z najdroższych na rynku.

Miasto artysty

Kilkanaście dni temu media obiegła wiadomość o tym, że Damien Hirst, jeden z najgłośniejszych, najbardziej kontrowersyjnych i najdroższych artystów świata postanowił… zbudować miasto. Otrzymał właśnie od władz pozwolenie na budowę osady w hrabstwie Devon w południowo-zachodniej Anglii.

Damien Hirst, fot. Luke Stephenson, (CC BY-SA 3.0)

Damien Hirst, fot. Luke Stephenson, (CC BY-SA 3.0)

„Jeśli chcesz mieszkać w mieście, zaprojektowanym przez faceta, który utopił rekina w formaldehydzie i wyrzeźbił przekrojoną na pół ciężarną kobietę, oto oferta dla ciebie” – podśmiewał się z tego przedsięwzięcia jeden z portali internetowych. Tymczasem idea Damiena Hirsta nabiera rumieńców i zbliża się do realizacji.
W zaprojektowanym przez artystę mieście ma znaleźć się 750 domów, szkoła, ośrodek zdrowia, sklepy, obiekty sportowe. Domy mają być ekologiczne i energooszczędne, otoczone zielenią, rozlokowane wśród niewielkich uliczek.

The Physical Impossibility of Death in the Mind of Someone Living, fot. Agent001, (CC BY-SA 3.0)

The Physical Impossibility of Death in the Mind of Someone Living, fot. Agent001, (CC BY-SA 3.0)

Osada ma powstać obok miejscowości Ilfracombe na morskim wybrzeżu hrabstwa Devon. W tym mieście Hirst od 10 lat ma dom, od tamtego czasu też kupował tu kolejne działki. Jak można się dowiedzieć z lokalnych mediów, mieszkańcy Ilfracombe nie przepadają za artystą od kiedy ten na cokole w środku miasta ustawił wysoką na 20 metrów, wykonaną z brązu i stali naturalistyczną, ale przepołowioną wzdłuż rzeźbę ciężarnej, wyciągającej ku niebu miecz  kobiety.
Dyskutowana na radzie miasta propozycja Hirsta – podobnie jak większość jego wartych dziesiątki milionów funtów dzieł sztuki – wzbudziła spore kontrowersje. Niektórzy radni uważają, że dla liczącego dziś 11 tysięcy mieszkańców kurortu budowa kolejnych 750 domów  będzie katastrofą, inni cieszą się z rozbudowy, która da miejsca pracy i ożywi lokalny biznes. Osada, która już dziś nieco złośliwie nazywana jest Hirst-on-Sea, jak podkreśla sam artysta, ma być wyjątkowo przyjazna i kameralna. „To będą domy, w jakich każdy by chciał mieszkać”, mówi Hirst.
Wiele wskazuje na to, że wizję uda mu się zrealizować.  Nadmorska osada „Hirst-on-Sea” ma powstać w ciągu najbliższych 15 lat.

Kolor sukcesu

- Zależało nam na tym, aby przestrzenie były nośnikiem komunikatu o sukcesie biznesowym firmy. Obecnie każda z powierzchni jest wizytówką marki. Wkraczając w kolejne przestrzenie, dowiadujemy się coraz więcej o gospodarzu, poznajemy historię firmy – mówił niedawno portalowi PropertyDesign.pl Paweł Gardasiewicz, prezes Grupy Advertis, która zaprojektowała identyfikację biura oraz system informacji w siedzibie spożywczego potentata na polskim rynku, czyli firmy Jeronimo Martins.

Biurowiec firmy Jeronimo Martins, Warszawa, ul. Dolna, proj. KSArchitekci, źródło: http://ksa.com.pl

Biurowiec firmy Jeronimo Martins, Warszawa, ul. Dolna, proj. KSArchitekci, źródło: http://ksa.com.pl

Główna siedziba firmy powstała kilkanaście miesięcy temu na warszawskim Mokotowie, przy ulicy Dolnej. Wieżowiec, który wybudowała firma nie odznacza się ciekawą formą, nie jest z pewnością wartościową architekturą, jednak projekt jego wnętrz został „naszpikowany” ideami, związanymi z funkcjonowaniem firmy.

Biurowiec firmy Jeronimo Martins, Warszawa, ul. Dolna, proj. KSArchitekci, źródło: http://ksa.com.pl

Biurowiec firmy Jeronimo Martins, Warszawa, ul. Dolna, proj. KSArchitekci, źródło: http://ksa.com.pl

Flagowy „produkt” firmy Jeronimo Martins, czyli sieć sklepów Biedronka cieszy się ogromną popularnością wśród klientów, ale i nienajlepszą opinią w związku z nierespektowaniem praw pracowniczych. Wystrój wnętrz głównego biura firmy powstał z myślą o tym, aby podkreślić profesjonalizm i sukces przedsiębiorstwa. Ale nie tylko: wspólne przestrzenie dla pracowników, kantynę czy jadalnię z kącikiem kuchennym zaprojektowano nie mniej starannie, przykładając wagę do jakości i funkcjonalności miejsc integracji członków zespołu.

Biurowiec firmy Jeronimo Martins, Warszawa, ul. Dolna, proj. KSArchitekci, źródło: http://ksa.com.pl

Biurowiec firmy Jeronimo Martins, Warszawa, ul. Dolna, proj. KSArchitekci, źródło: http://ksa.com.pl

Projekt wnętrz biurowca opracowała pracownia KSArchitekci. Już na pierwszy rzut oka widać, że każdy detal został tu precyzyjnie ulokowany w przestrzeni, każde pomieszczenie ma określoną formę i funkcję, zaplanowane jest nawet wrażenie, jakie sprawia całość. W holu biurowca pojawia się ściana z wyeksponowanymi nagrodami, trofeami, wyróżnieniami, podziękowaniami, dyplomami, jakie zdobyła firma – to jedna z pierwszych rzeczy, jakie widzi pracownik i gość, wchodzący do  biura. Na każdym kroku można tu natknąć się na logotypy firmy – wykonane jednak bardzo starannie, na trwałych materiałach, stylowe (np. stal nierdzewna na szkle). „Po podejściu do recepcji wzrok gości pada na mapę Polski z naniesionymi lokalizacjami sieci sklepów Biedronka. Instalacja wykonana została za pomocą nadruku bezpośredniego na szkle, z naniesionymi naklejkami w postaci trójwymiarowych biedronek. Mapa wyposażona jest ponadto w elektroniczny licznik zasięgu sieci sklepów. Dzięki temu już po pierwszych minutach spędzonych w siedzibie firmy odwiedzający dowiadują się, że Jeronimo Martins jest właścicielem największej sieci sklepów w Polsce” – można przeczytać w opublikowanym na łamach portalu PropertyDesign.pl opisu. W części dla gości stanął podświetlany słup LED z grafiką, prezentującą „założenia społecznej odpowiedzialności firmy oraz filary jej działalności”. Założeń jest wiele, dlatego grafiki na świetlistym słupie się zmieniają.

Biurowiec firmy Jeronimo Martins, Warszawa, ul. Dolna, proj. KSArchitekci, źródło: http://ksa.com.pl

Biurowiec firmy Jeronimo Martins, Warszawa, ul. Dolna, proj. KSArchitekci, źródło: http://ksa.com.pl

Logotypy, ideowe założenia, hasła, pobudzające do pracy rozlokowano w bardzo starannie zaprojektowanej przestrzeni biurowej. Stylowe wnętrza urozmaica charakterystyczna, kontrastowa posadzka, wielokolorowe fotele, oryginalne lampy. Każde piętro otrzymało inny kolor, jednak na każdym pojawia się rozpoznawalny wzór graficzny, umieszczony na szklanych powierzchniach na wzór piaskowanych grawerów.

Biurowiec firmy Jeronimo Martins, Warszawa, ul. Dolna, proj. KSArchitekci, źródło: http://ksa.com.pl

Biurowiec firmy Jeronimo Martins, Warszawa, ul. Dolna, proj. KSArchitekci, źródło: http://ksa.com.pl

Tam, gdzie wymagane jest skupienie (biura, sale konferencyjne) żywe kolory pojawiają się rzadko, np. tylko na oparciach krzeseł. W przestrzeniach wspólnych i na korytarzach po intensywne barwy sięgnięto chętniej, uzupełniono je też diznajnerskimi detalami, ekstrawaganckim oświetleniem, w przemyślany sposób użytymi materiałami (szkło, drewno, kamień, rośliny). Mimo pojawiania się w biurowcu licznych detali z najwyższej półki świata wzornictwa przemysłowego przestrzenie w budynku pozostały funkcjonalne i stworzone w dbałością o komfort pracowników i gości. Bardzo stylowe i bardzo starannie zaprojektowane wnętrza biurowca być może tylko nie do końca korespondują z estetyką sklepów sieci Biedronka…

Konflikty w przestrzeni

„Przestrzeń publiczna” – walczymy o nią, chcemy jej jak najwięcej, domagamy się wydzielania stref, dostępnych dla każdego, dobrych pomysłów na jej wyposażenie i urządzenie. Ale… czy przestrzeń publiczna jest rzeczywiście dla wszystkich?

Nowozelandzki reżyser Johnny Agnew w 2012 roku nakręcił piętnastominutowy reportaż, pokazujący, że nie wszyscy są równie mile widziani w przestrzeni publicznej. Ze starannie zaprojektowanych, zadbanych i przyjaznych mieszkańcom placów, skwerów, alej, parków w Auckland City nie mogą bowiem korzystać jeżdżący na deskorolkach.
Film Agnewa dobrze pokazuje racje stron tego miejskiego „konfliktu”, uświadamiając przy okazji, że nawet w najbardziej demokratycznej przestrzeni publicznej nie wszyscy są równie mile widziani…

Skateboarding VS Architecture: A Study of Public Space and Materiality in Auckland City from Jagnew on Vimeo.