Kolonia karna czy miasto idealne?

Na obrzeżach niewielkiego miasteczka Siewierz na Śląsku powstaje nowa, wyjątkowa jak na polskie warunki inwestycja: miasteczko Siewierz – Jeziorna. Na 120 hektarach w ciągu najbliższych lat ma być wybudowanych 3 tysiące mieszkań, ulokowanych w budynkach jedno- i wielorodzinnych. To pierwszy w Polsce tak duży kompleks zabudowy, wzniesiony wg zasad nowego urbanizmu, koncepcji, zakładającej organizowanie miast w tradycyjny, kameralny, sprzyjający tworzeniu społeczności sposób.

Siewierz – Jeziorna, źródło: www.siewierzjeziorna.pl

Siewierz – Jeziorna, źródło: www.siewierzjeziorna.pl

Robert Moritz, prezes zarządu ALTA SA, pomysłodawca i inwestor Miasta Zrównoważonego Siewierz Jeziorna opisywał jego główne założenia na łamach „Res Publiki Novej”. Kameralna zabudowa powstanie wzdłuż wąskich i krętych ulic. Taki układ drogowy ma służyć naturalnemu uspokojeniu ruchu, w którym piesi, rowerzyści i kierowcy współegzystują na jednej, bezpiecznej przestrzeni – nie trzeba ich rozdzielać osłonami, płotkami, barierkami. Zresztą miasteczko zaplanowano tak, aby wszędzie dało się dotrzeć pieszo – by samochód przestał być potrzebny. „W Siewierzu Jeziornej powstaje przestrzeń miejska dla ludzi w każdym wieku, o różnych potrzebach i zasobności portfela. Zróżnicowany przekrój przyszłych mieszkańców tego miejsca sprawia, że w jego obrębie powstanie lokalna społeczność z prawdziwego zdarzenia. Budowie sąsiedzkich relacji sprzyjać będą też liczne przestrzenie wspólne – parki, skwery, ścieżki rowerowe i przystań nad jeziorem” – pisze Robert Moritz. Będzie rynek, małe sklepiki, plac targowy, szkoła, przedszkole, kościół. Wszystko blisko i zaprojektowane w poszanowaniu przyrody. Co więcej: precyzyjnie zaplanowane zostaną także same domy: ich kolorystyka, elementy małej architektury (te publiczne, jak latarnie, ale i te prywatne, jak parkany, płoty, skrzynki na listy). W miasteczku wszystko jest zaplanowane: nie przewiduje się grillowania we własnym ogródku – miejsca na grilla powstaną w parku; niedopuszczalne będzie ingerowanie w wygląd domu czy jego otoczenia. Dzięki temu Siewierz – Jeziorna będzie całkowicie pozbawiony przestrzennego i estetycznego chaosu, z jakim mamy na co dzień do czynienia w polskich miastach. Będzie też scalał lokalną społeczność, wspomagał więzi międzyludzkie, sąsiedzką współpracę i koegzystencję.

Siewierz – Jeziorna, źródło: www.siewierzjeziorna.pl

Siewierz – Jeziorna, źródło: www.siewierzjeziorna.pl

Brzmi idealnie?

Kilka miesięcy temu na łamach „Gazety Wyborczej” ukazał się tekst, w którym Małgorzata Goślińska przedstawiła budowane miasteczko jako zagrożenie dla wolności. „Przyszli mieszkańcy Jeziorny przed kupnem lokalu będą musieli zaakceptować kodeks architektoniczny i statut. Przestrzegania zasad dobrosąsiedztwa mają pilnować ochroniarze. Zasady można kształtować z dużą dowolnością, bo miasteczko jest prywatne i coś takiego jak “picie w miejscu publicznym” w ogóle nie istnieje, a żebraków i bezdomnych można eliminować jak w centrum handlowym. Zakazana jest jaskrawość, domy zaprojektowano od koloru dachówki po kształt skrzynki na listy, budowy pilnował architekt nadzorujący i nie wolno niczego zmieniać, wieszać ani wystawiać wedle własnego widzimisię”.

Spostrzeżenia autorki potwierdza socjolog miasta, prof. Bogdan Jałowiecki: „To pomysł z piekła rodem. Zawsze kończył się katastrofą. Pomysłodawcom wydaje się, że stworzą raj dla mieszkańców. Tylko pogratulować pewności siebie. W Anglii na początku XIX w. Ebenezer Howard wymyślił miasta ogrody, żeby przechwycić napływ ludności do Londynu. Mimo że stworzono nawet miejsca pracy, miasta zamieniły się w gigantyczne sypialnie. Przedsiębiorcy wycofali się, tkanka miejska się zdegradowała. Podobne przykłady można znaleźć w podręcznikach do architektury”.

Siewierz – Jeziorna, źródło: www.siewierzjeziorna.pl

Siewierz – Jeziorna, źródło: www.siewierzjeziorna.pl

Komu wierzyć? Może tak skrajnie uporządkowana i zaplanowana przestrzeń będzie jakimś lekarstwem i na polski chaos przestrzenny, i na anonimowość i brak więzi miedzy sąsiadami? Urbanistka Magdalena Staniszkis w kontekście projektu osady Siewierz – Jeziorna mówi: „Wokół polskich miast rozlewa się współcześnie zabudowa przedmieść bez ulic i rynków, bez parków, sklepów, szkół, przedszkoli, przychodni i wszystkiego, co w zagospodarowaniu przestrzennym mogłoby organizować życie lokalnej społeczności obywatelskiej”. Czy więc śląska inwestycja nie jest nam potrzebna choćby po to, by pokazać, że może być pięknie?

Ale jest druga storna medalu: podobno Polacy jak nic na świecie cenią sobie wolność – a więc szybko zbuntują się przeciwko zakazom dekorowania ogrodów czy zmiany koloru elewacji własnego domu. Na wytrzymają w świecie zakazów i regulacji, łamiących „świętą” zasadę „wolnoć Tomku w swoim domku”. Podobnie z sąsiedzką wspólnotą – Polkom nie zależy na tworzeniu lokalnych społeczności, nierzadko wręcz cenią sobie anonimowość w miejscu zamieszkania, zapewnia ona im spokój. „W Austrii czy Szwajcarii nikt nie wybuduje gargamela, bo to burzyłoby ład przestrzenny. Ład jest ważny, ale w Polsce musi wynikać z potrzeby ludzi. U nas panuje dowolność. Nie ma szacunku dla tego, co jest nakazane. Widać to choćby w ruchu drogowym. Ludzie będą się buntować” – mówi prof. Jałowiecki.

Miatseczko Siewierz – Jeziorna dopiero powstaje, na razie jeszcze nikt się tam nie wprowadził (sprzedaż domów trwa). Jak będzie się sprawdzał w praktyce ten eksperyment, okaże się za kilkanaście pewnie lat. Polemizując z negatywnym obrazem projektu Siewierza – Jeziornej urbanista Grzegorz Buczek zauważa: „ domy w osiedlach zbudowanych na zasadach “nowego urbanizmu” jako jedyne nie straciły na wartości w czasie kryzysu amerykańskiego rynku nieruchomości”…

Pomnik do używania

Król na koniu, generał z szablą, poeta ze zwojem papieru i piórem– tego typu pomniki odchodzą w niepamięć. Współczesne monumenty coraz częściej służą ludziom nie tylko w wymiarze symbolicznym, ale też całkiem dosłownym.

Holocaust Memorial, Berlin,  fot. Mark Fosh, (CC BY 2.0)

Holocaust Memorial, Berlin, fot. Mark Fosh, (CC BY 2.0)

Jednym z najbardziej znanych tego przykładów jest upamiętniający pomordowanych w czasie II wojny światowej Żydów Holocaust Memorial (Denkmal für die ermordeten Juden Europas), zaprojektowany w 2003 roku przez Petera Eisenmana dla Berlina. Zastawiony 2711 betonowymi blokami plac o powierzchni 19 tys.m2, choć symbolizuje największą tragedię i zbrodnię współczesnego świata, jest jednocześnie lubianą przestrzenią publiczną. Ludzie tu się opalają, odpoczywają, spotykają się.

Diana, Princess of Wales Memorial, Londyn, proj. Gustafson Porter, źródło: www.gustafson-porter.com

Diana, Princess of Wales Memorial, Londyn, proj. Gustafson Porter, źródło: www.gustafson-porter.com

Plan, aby pomnik, upamiętniający tragicznie zmarłą, znaną postać niósł radość i przyjemność miała od początku Kathryn Gustafson. To ona, wraz z zespołem ze swojej pracowni Gustafson Porter w 2003 roku opracowała projekt pomnika ku czci Lady Diany, byłej żony brytyjskiego księcia Karola. Lady Di, która zginęła tragicznie w wypadku samochodowym, nazywana przez rodaków „Królową ludzkich serc” była przez wielu ludzi otoczona wręcz kultem. Projektując pomnik dedykowany jej pamięci architekci postanowili stworzyć formę delikatną, subtelną, a zarazem… funkcjonalną.

Diana, Princess of Wales Memorial, Londyn, proj. Gustafson Porter, źródło: www.gustafson-porter.com

Diana, Princess of Wales Memorial, Londyn, proj. Gustafson Porter, źródło: www.gustafson-porter.com

I tak na zboczu jednego z pagórków w Hyde Parku w Londynie powstała fontanna  w formie wspinającego się po wzniesieniu pierścienia z granitu. Z najwyżej położonego miejsca owego pierścienia wypływa woda, która dzięki specjalnie ukształtowanemu i wydrążonemu dnu basenu spływając w dół wydaje rozmaite dźwięki. Zmieniają się one wraz z przemieszczaniem się wody – celem architektów było wykreowanie za pomocą dźwięku rożnych nastrojów, jakie może wywoływać fontanna.

Diana, Princess of Wales Memorial, Londyn, proj. Gustafson Porter, źródło: www.gustafson-porter.com

Diana, Princess of Wales Memorial, Londyn, proj. Gustafson Porter, źródło: www.gustafson-porter.com

Położona w parku konstrukcja nie jest eksponatem ani tradycyjnym pomnikiem: zgodnie z planem projektantów można bowiem w nim moczyć nogi, chlapać się, opalać na brzegu. Pomnik o nazwie Diana, Princess of Wales Memorial miał się stać miejscem żywym I niosącym radość; ani architekci, ani fundujące pomnik władze miejskie nie chcieli tworzyć monumentu, ponurego i martwego obiektu, który w patetyczny sposób wspominałby pamięć zmarłej księżnej. Zamiast tego powstała grająca fontanna, która nie tylko pozwala przypomnieć sobie honorowaną w ten sposób osobę w optymistyczny, przyjemny sposób, ale i umożliwia wspólne spędzanie czasu większej grupie osób – jednoczy zwiedzających park.

Krajobraz grupowy

Architekt krajobrazu – ta profesja większości laików kojarzy się z kimś, kto w cudzych ogrodach rozlokowuje skalniaki i rysuje przebieg żywopłotów. W powszechnym mniemaniu architekt krajobrazu sieje trawę i dobiera krzewy do koloru kafelków na tarasie.

9/11 Memorial, Nowy Jork, proj. PWP Landscape Architecture, źródło: www.pwpla.com

9/11 Memorial, Nowy Jork, proj. PWP Landscape Architecture, źródło: www.pwpla.com

Tymczasem – co pokazuje choćby zestawienie dziesięciu najważniejszych pracowni, dokonane przez Landscape Architects Network – niektórzy współcześni architekci krajobrazu częściej niż ogrody projektują przestrzeń zurbanizowaną, miejskie place, pomniki, miejskie treny rekreacyjne i rewitalizowane obszary zdegradowane.

9/11 Memorial, Nowy Jork, proj. PWP Landscape Architecture, źródło: www.pwpla.com

9/11 Memorial, Nowy Jork, proj. PWP Landscape Architecture, źródło: www.pwpla.com

Widać to szczególnie w krajach tzw. Zachodu. Tam współpraca „zwykłych” architektów z projektantami zieleni jest w wielu przypadkach oczywista i naturalna, a wiele miejskich przedsięwzięć w całości realizują tylko architekci krajobrazu. Peter Walker, szef pracowni PWP Landscape Architecture specjalizuje się w projektowaniu przestrzeni publicznych wokół biurowców, na terenach handlowych czy uczelnianych. Tworzy projekty, uzupełniające architekturę, powodujące, że budynki nie są tylko zamkniętymi strukturami, ale zaczynają funkcjonować jako część większej przestrzeni i są dostępne dla większej ilości osób. Najważniejszą jego realizacją ostatnich lat jest bez wątpienia 9/11 Memorial w Nowym Jorku. Wokół zburzonych wież powstał park, zaś w miejscu ich fundamentów dwa potężne baseny z wodą, lejącą się w głąb ziemi i obramowaniami z wygrawerowanymi nazwiskami ofiar.

Kompleks wypoczynkowy Casa De La Flora, proj. Pok Kobkongsanti, TROP, źródło: www.troplandscape.com

Kompleks wypoczynkowy Casa De La Flora, proj. Pok Kobkongsanti, TROP, źródło: www.troplandscape.com

Tajlandzki projektant, Pok Kobkongsanti, szef biura TROP znany jest z umiłowania do naturalnych materiałów, kamienia czy drewna, których używa zarówno w prywatnych, jak i publicznych czy komercyjnych realizacjach. Kathryn Gustafson, współtwórczyni pracowni Gustafson Porter jest ceniona za projekty bezpretensjonalne, łatwe i przyjemne w użytkowaniu, proste i bardzo przyjazne użytkownikom. Architektka znana jest dzięki założeniu krajobrazowemu, upamiętniającemu Księżną Dianę (który jest jednocześnie zwykłym publicznym parkiem) czy ogólnodostępnemu parkowi utworzonemu… na pustyni, u stóp góry Jebel Hafeet w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Diana Memorial Fountain, Londyn, proj. Gustafson Porter, źródło: www.gustafson-porter.com

Diana Memorial Fountain, Londyn, proj. Gustafson Porter, źródło: www.gustafson-porter.com

Chiński architekt krajobrazu, Kongjian Yu (właściciel pracowni Turenscape) tworzy duże założenia, w których zieleń są tylko jednym z wielu elementów. Długa na prawie kilometr trasa spacerowa Long Sleeve Skywalk, wybudowana w mieście Suining w 2009 roku – to wijący się miękko nad miastem ażurowy wiadukt, z którego można oglądać miasto i specjalnie zaprojektowane pod spodem tereny zielone. 11 hektarów opuszczonej stoczni w mieście Zhongshan Kongjian Yu wraz ze współpracownikami zamienił w park z biegnącymi po wodzie trasami spacerowymi oraz licznymi pawilonami w których można spędzać czas.

Long Sleeve Skywalk, Suining, proj. Turenscape, źródło: www.turenscape.com

Long Sleeve Skywalk, Suining, proj. Turenscape, źródło: www.turenscape.com

Wielu przedstawicieli branży uważa, że zawód architekta krajobrazu jest o wiele trudniejszy niż „zwykłego” architekta. Ten pierwszy bowiem musi znać się zarówno na ogrodnictwie, jak i na budownictwie. Patrząc na współczesne realizacje z dorobku znanych pracowni architektury krajobrazu trudno się z tym nie zgodzić…

Zhongshan Shipyard Park, proj. Turenscape, źródło: www.turenscape.com

Zhongshan Shipyard Park, proj. Turenscape, źródło: www.turenscape.com

Poznajmy się!

W 2009 roku szef firmy AMC Theatre Support Center przyszedł do pracowni 360 Architecture i poprosił o przygotowanie projektu nowego biurowca, siedziby jego firmy. Jak tłumaczył, w starym budynku współpraca pomiędzy poszczególnymi pracownikami nie przebiegała w zadowalający sposób – pozamykani w swoich pokojach członkowie zespołu nie za bardzo się ze sobą znali, a więc tym bardziej nie umieli ze sobą kooperować.

Biurowiec AMC Theatre Support Center, Kansas City, proj. 360 Architecture, źródło: www.opus-group.com

Biurowiec AMC Theatre Support Center, Kansas City, proj. 360 Architecture, źródło: www.opus-group.com

Szef AMC był przekonany o tym, że przestrzeń wewnątrz biurowca ma kluczowe znaczenie dla sposobu funkcjonowania jej użytkowników. Innymi słowy: to, jak biuro jest urządzone oddziałuje na skuteczność, kreatywność, pracowitość członków zespołu firmy.

Biurowiec AMC Theatre Support Center, Kansas City, proj. 360 Architecture, źródło: www.opus-group.com

Biurowiec AMC Theatre Support Center, Kansas City, proj. 360 Architecture, źródło: www.opus-group.com

W 2013 roku w Kansas zakończyła się budowa nowej siedziby firmy AMC, spełniająca oczekiwania inwestora. Z zewnątrz budynek nie odznacza się niczym szczególnym – sprawia wrażenie zwykłego, szklanego biurowca. Innowacyjnym rozwiązaniem jest potężny, otwarty, wyłożony deskami wykusz. To „zawieszone” na elewacji patio, dostępna dla wszystkich pracowników przestrzeń wypoczynkowa z leżakami, fotelami, stolikami. Można tu pracować i relaksować się na słońcu jednocześnie.

Biurowiec AMC Theatre Support Center, Kansas City, proj. 360 Architecture, źródło: www.opus-group.com

Biurowiec AMC Theatre Support Center, Kansas City, proj. 360 Architecture, źródło: www.opus-group.com

Centralnym punktem wnętrza biurowca są drewniane, szerokie, ciągnące się przez kilka poziomów schody. To główne miejsce spotkań – wokół schodów grupują się wszystkie biurowe przestrzenie, schody kilka razy dziennie pokonuje każdy pracownik. Można na nich usiąść, można się nawet położyć, nie tamując ruchu i znajdując się w samym centrum budynku jednocześnie.

Biurowiec AMC Theatre Support Center, Kansas City, proj. 360 Architecture, źródło: www.opus-group.com

Biurowiec AMC Theatre Support Center, Kansas City, proj. 360 Architecture, źródło: www.opus-group.com

Większość budynku – to przestrzenie otwarte z luźno rozstawionymi stołami, krzesłami, kanapami. Są tu oczywiście także wydzielone gabinety czy sale konferencyjne, jednak znacząca części budynku służy luźnemu przemieszczaniu się, przesiadaniu. Nie ma tu przyporządkowanych każdemu pojedynczych stanowisk pracy, a dzielące przestrzeń ścianki czy przepierzenia mają za zadanie dawać wrażenie kameralności, a nie dzielić przestrzeń na „boksy”.

Biurowiec AMC Theatre Support Center, Kansas City, proj. 360 Architecture, źródło: www.opus-group.com

Biurowiec AMC Theatre Support Center, Kansas City, proj. 360 Architecture, źródło: www.opus-group.com

Na terenie budynku znalazło się także centrum wellness dla pracowników oraz przeznaczona dla nich wypożyczalnia rowerów z parkingiem i warsztatem. Zamawiający projekt szef firmy AMC jest zadowolony z efektu – jest przekonany, że tak urządzone biuro zaowocuje zadowoleniem pracowników, a co za tym idzie – ich większą wydajnością.

Biurowiec AMC Theatre Support Center, Kansas City, proj. 360 Architecture, źródło: www.opus-group.com

Biurowiec AMC Theatre Support Center, Kansas City, proj. 360 Architecture, źródło: www.opus-group.com

 

Schody do kościoła, chodnik do muzeum

Warszawski Plac Małachowskiego – to miejsce dość wyjątkowe. Położony w pobliżu Traktu Królewskiego, obok reprezentacyjnego Placu Piłsudskiego, w sąsiedztwie Akademii Sztuk Pięknych. Przy samym placu znajdują się monumentalne i uczęszczane gmachy Zachęty – Narodowej Galerii Sztuki oraz Muzeum Etnograficznego. Stoi tu także jeden z cenniejszych architektonicznych zabytków miasta – kościół parafii ewangelicko-augsburskiej św. Trójcy, zaprojektowany przez Szymona Bogumiła Zuga, wybudowany w latach 70. XVIII wieku. Ponadto w bezpośrednim sąsiedztwie placu stoi kilka potężnych, wielkomiejskich kamienic, jakich po wojnie w stolicy zachowało się niewiele. Jednym słowem okolica Placu Małachowskiego – to jeden z ciekawszych pod względem architektonicznym zakątków Warszawy, prestiżowy, a zarazem uczęszczany. Mimo to prze całe dekady chaotycznie zagospodarowany plac zajmowały głównie samochody, przypadkowa zieleń zasłaniała cenne budowle, a dla przechodniów nie stała tu nawet jedna ławka.

Projekt modernizacji Placu Małachowskiego w Warszawie, proj. Grzegorz Stiasny, Jakub Wacławek, Jan Bagiński, Filip Dzimwasha, Adam Kluczek, Karolina Kuczyńska, źródło: materiały prasowe konkursu

Projekt modernizacji Placu Małachowskiego w Warszawie, proj. Grzegorz Stiasny, Jakub Wacławek, Jan Bagiński, Filip Dzimwasha, Adam Kluczek, Karolina Kuczyńska, źródło: materiały prasowe konkursu

Plac, który bez wątpienia jest przestrzenią z gigantycznym potencjałem grupowania ludzi, działania jako prawdziwy wielkomiejski plac, przez który nie tylko się przechodzi (przejeżdża), ale i na którym się spędza czas dopiero teraz ma szansę zmienić swoje oblicze. Trzy lata temu przedstawiciele instytucji, mieszczących się wokół placu (w tym także deweloperów, zarządzających kamienicami) zawiązali koalicję, która wchodząc we współpracę z władzami Śródmieścia doprowadziła do zorganizowania konkursu architektonicznego na projekt modernizacji placu.
Przemiana tej okolicy w przyjazną ludziom jest w interesie wszystkich – władz miasta dyrekcji muzeów, prywatnych inwestorów i korporacji, mających tu swoje siedziby, a przede wszystkim ludzi – od mieszkańców domów wokół po turystów.

Projekt modernizacji Placu Małachowskiego w Warszawie, proj. Grzegorz Stiasny, Jakub Wacławek, Jan Bagiński, Filip Dzimwasha, Adam Kluczek, Karolina Kuczyńska, źródło: materiały prasowe konkursu

Projekt modernizacji Placu Małachowskiego w Warszawie, proj. Grzegorz Stiasny, Jakub Wacławek, Jan Bagiński, Filip Dzimwasha, Adam Kluczek, Karolina Kuczyńska, źródło: materiały prasowe konkursu

Jak podczas ogłoszenia wyników konkursu (które odbyło się 16 lipca 2014 roku) podkreślał przewodniczący jury, Andrzej Chołdzyński, zadanie było bardzo trudne. Mówił: „Przestrzeń publiczna placu wyznaczona gmachami o nadzwyczajnej jakości jest bowiem przedmiotem wielotematycznych różnorodnych nadziei i wymagań programowo funkcjonalnych. Wielowątkowość oczekiwań Organizatora, w tym Koalicji Instytucji połączona jest z ich poczuciem odpowiedzialności za jedną z najcenniejszych przestrzeni architektonicznych, urbanistycznych i kulturowych Stolicy.

Projekt modernizacji Placu Małachowskiego w Warszawie, proj. Grzegorz Stiasny, Jakub Wacławek, Jan Bagiński, Filip Dzimwasha, Adam Kluczek, Karolina Kuczyńska, źródło: materiały prasowe konkursu

Projekt modernizacji Placu Małachowskiego w Warszawie, proj. Grzegorz Stiasny, Jakub Wacławek, Jan Bagiński, Filip Dzimwasha, Adam Kluczek, Karolina Kuczyńska, źródło: materiały prasowe konkursu

Odrodzić kulturowe genius loci, uczynić plac  przestrzenią aktywnego życia otaczających go instytucji muzealnych,  naukowych, biznesowych, religijnych, miejsc zamieszkania i oświaty, podać stosowny,  oryginalny i ponadczasowy pomysł lub pomysły jego wielowątkowego użytkowania, powiązać plac ze strukturą miasta odpowiednio rozwijając sekwencje partycypacji oraz indywidualnego użytkowania, stworzyć żyjące miejsce zabaw, ale też kontemplacji, wydarzeń kultury jak i wypoczynku, atrakcyjnego dla warszawiaków i turystów, nadać mu odpowiednią formę architektoniczną i materiałową to tylko najważniejsze z przedstawionych postulatów”.

Projekt modernizacji Placu Małachowskiego w Warszawie, proj. Grzegorz Stiasny, Jakub Wacławek, Jan Bagiński, Filip Dzimwasha, Adam Kluczek, Karolina Kuczyńska, źródło: materiały prasowe konkursu

Projekt modernizacji Placu Małachowskiego w Warszawie, proj. Grzegorz Stiasny, Jakub Wacławek, Jan Bagiński, Filip Dzimwasha, Adam Kluczek, Karolina Kuczyńska, źródło: materiały prasowe konkursu

A skomplikowaniu wymogów konkursowych może świadczyć fakt, że żaden ze zgłoszonych projektów nie spełnił ich w zadowalającym stopniu – jury nie przyznało pierwszej nagrody. Projekt, który uznano za najciekawszy otrzymał drugą nagrodę oraz szereg wytycznych i sugestii na temat poprawek, jakie przed realizacją należy wprowadzić. Co ważne – władze Śródmieścia mają już fundusze na tę inwestycję, przebudowa placu ma być zakończona w 2016 roku.

Projekt modernizacji Placu Małachowskiego w Warszawie, proj. Grzegorz Stiasny, Jakub Wacławek, Jan Bagiński, Filip Dzimwasha, Adam Kluczek, Karolina Kuczyńska, źródło: materiały prasowe konkursu

Projekt modernizacji Placu Małachowskiego w Warszawie, proj. Grzegorz Stiasny, Jakub Wacławek, Jan Bagiński, Filip Dzimwasha, Adam Kluczek, Karolina Kuczyńska, źródło: materiały prasowe konkursu

Projekt, który z konkursowych propozycji przeznaczono do realizacji przygotował zespół w składzie: Grzegorz Stiasny, Jakub Wacławek, Jan Bagiński, Filip Dzimwasha, Adam Kluczek, Karolina Kuczyńska. Jak można było przeczytać w uzasadnieniu sądu konkursowego, nagrodę przyznano, doceniając pomysły na: „Wyodrębnienie trzech przestrzeni: metropolitalnej „Promenady Muzeów” z Kręgiem Sztuki, części wokół kościoła ewangelickiego i „piazzetty” ul. Burschego, wyeksponowanie dominującej roli Kościoła Św. Trójcy oraz trafne wpisanie Placu w strukturę Śródmieścia dzięki połączeniu z Ogrodem Saskim”.

Na razie trudno dokładnie określić, jak plac będzie wyglądał, wiadomo bowiem, że konkursowa koalicja wraz z architektami będzie wprowadzać do projektu poprawki i modyfikacje. Na wizualizacjach zobaczyć można tarasowo ukształtowane trawniki wokół kościoła Św. Trójcy, drewniany chodnik, łączący Zachętę i Muzeum Etnograficzne, pasy zieleni wzdłuż niektórych pierzei placu, nowe trasy dla pieszych i rowerzystów. Projekt sprawia wrażenie bardzo tradycyjnego i zachowawczego, ale temu nie ma się co dziwić, skoro zaistnieje z zabytkowym otoczeniu, pomiędzy gmachami o bardzo wyrazistych i monumentalnych formach. Każdy, kto zna tę przestrzeń powie: każda zmiana będzie zmianą na lepsze. Czy jednak uda się w tym miejscu stworzyć jednoczącą i przyciągającą ludzi przestrzeń okaże się dopiero za dwa lata.

Piasek w wielkim mieście

Nowy Jork nie wydaje się być miastem, do którego jeździ się opalać nad morzem. A jednak w metropolii działa mnóstwo plaż (w urzędzie miasta jest specjalny wydział, zarządzający terenami zielonymi, rekreacyjnymi i plażami właśnie, New York City Department of Parks & Recreation), są ich specjalne rankingi i programy rozwoju. Według magazynu „Time Out”  najlepszą nowojorską plażą jest  Fort Tilden Beach (jako jej główną zaletę wymieniono, że jest mało znana, a więc też mało tłoczna). W rankingu znalazły się też uwielbiana przez majętnych Rosjan Brighton Beach, zwana „Małą Odessą”, największa w mieście, wyposażona w baseny i mini-golfa Jones Beach, czy polecana szczególnie dla rodzin z dziećmi Rockaway Beach.

A jednak być może niedługo wszystkie te rankingi stracą rację bytu – pojawił się bowiem projekt budowy w Nowym Jorku… plaży pływającej, przemieszczającej się po rzece Hudson w różnych kierunkach, w zależności od potrzeb.

Już od kilku lat Nowy Jork udowadnia, że wciąż pełni ogromną rolę w wyznaczaniu trendów. Nie tylko chwilowych mód w sztuce, stylu ubierania się czy muzyce, ale też w realizowaniu innowacyjnych projektów miejskich. Takim przedsięwzięciem był park High Line, utworzony na nieczynnych wiaduktach kolejowych czy wielki program usuwania samochodów z centrum miasta. Teraz Creative Entrepreneur i Experience Designer Blayne Ross, przy współpracy projektantów z pracowni workshop/apd oraz konstruktorów z Craft Engineering opracował projekt plaży – barki, wielkiej, kilkupoziomowej platformy, która pływając po wodach rzeki Hudson pełniłaby jednocześnie rolę miejskiej plaży.

City Beach, Nowy Jork, proj. Blayne Ross, workshop/apd, Craft Engineering, źródło: www.workshopapd.com

City Beach, Nowy Jork, proj. Blayne Ross, workshop/apd, Craft Engineering, źródło: www.workshopapd.com

W odróżnieniu od „tradycyjnych” plaż znajdowałaby się w samym sercu miasta, jednocześnie oferując wszystkie plażowe atrakcje, pozwalające poczuć wytchnienie od miejskiego zgiełku i pędu. Leżaki, huśtawki, wodospad, a przede wszystkim czysty piasek byłyby dostępne dla każdego, nawet najbardziej zabieganego (a więc nie mającego czasu na wycieczki pod miasto) mieszkańca metropolii.

City Beach, Nowy Jork, proj. Blayne Ross, workshop/apd, Craft Engineering, źródło: www.workshopapd.com

City Beach, Nowy Jork, proj. Blayne Ross, workshop/apd, Craft Engineering, źródło: www.workshopapd.com

Pomysłodawcy pływającej plaży City Beach zbierają właśnie pieniądze na realizację swojego projektu.

Karuzela nie wystarczy

Kiedyś wielki park rozrywki miał w Polsce budować Michael Jackson, później do podobnej inwestycji przymierzali się arabscy szejkowie. Z tych wielkich wizji nic nie wyszło, ale nie znaczy to, że spragnieni zabawy Polacy skazani są na banalne wesołe miasteczka z karuzelami. W budowie tematycznych parków rozrywki przoduje Małopolska.

Park Enerylandia, Zator, źródło: www.facebook.com/EnergyLandia

Park Enerylandia, Zator, źródło: www.facebook.com/EnergyLandia

14 lipca 2014 roku w położonym przy trasie Kraków – Oświęcim Zatorze otwarty został park Enerylandia, jeden z większych tego typu obiektów w Polsce. Na terenie o powierzchni 30 hektarów, kosztem 73 milionów złotych (41,8 mln zł – to dofinansowanie unijne) powstały piramidy, antyczne ruiny, azteckie świątynie, indiańskie wigwamy, chatki z piernika, domki krasnoludków, pałace królewien, kopalnie złota, sztuczne wyspy i jaskinie potworów. W tak ukształtowanych, fantazyjnych budynkach ulokowano liczne urządzenia, tradycyjnie występujące w parkach rozrywki i wesołych miasteczkach.

Jak wylicza portal Zator.pl: „W parku będzie można zobaczyć min. Kolejkę górską / roller – coaster Mini Coaster, Kolejkę górską 2 / Mini Coaster Owocowy Ogród, Kolejkę widokową, Wodna Batalia / Splash Battle, Wielką Urwistą Rzekę / Grand River Rapid, Przejażdżkę Wodną / Flume Ride, Piramidę Strachu / Pyramide Dark Ride, Elektryczne Samochody / Bumpers Cars, Kolejkę Górską Spinning Roller Coaster, Kolejkę Górską Pegasus Roller Coaster, Wyzwalacz Adrenaliny / Booster, Kamikaze Ranger, Wieżę Mega- Zrzutu / Mega Drop, Top Swing, Wodne Szaleństwo / Whiplash, Maksymalne Zawirowanie / Spinning Madness, Kolejkę Górską Błękitny Ogień / Blue Fire oraz wiele innych atrakcji”. Teren parku podzielono na cztery strefy: dziecięcą, z atrakcjami dla najmłodszych, familijną – dla całych rodzin oraz ekstremalną – z najbardziej podnoszącymi ciśnienie atrakcjami.

Park Mitologii, Zatorland, źródło: http://zatorland.pl

Park Mitologii, Zatorland, źródło: http://zatorland.pl

W tym samym mieście działa też Zatorland, park rozrywki, składający się z kilku części tematycznych. Są to: Dinozatorland, Park mitologii (sceny z mitologii przedstawiają ustawione na jeziorze rzeźby), Park owadów, Park bajek i stworzeń wodnych, Lunapark. To w tym parku od lat stoi słynny „dom do góry nogami”.

Zatorland, źródło: http://zatorland.pl

Zatorland, źródło: http://zatorland.pl

Poza miastem Zator, które wyrasta na stolicę parkowej rozrywki (działa tu w sumie już pięć parków rozrywki) w śląskich Żorach od ubiegłego roku można się bawić w Twinpigs, westernowym parku, w którym strzela się do Indian, pije w saloonie i uprawia rodeo.

Sądząc po ofercie małopolskich parków rozrywki – najbardziej popularną zabawą jest podziwianie dinozaurów. „dinoparków” jest w Polsce pewnie już kilkanaście, w tym te bardziej znane w Bałtowie czy Inwałdzie. Największym tego typu obiektem w Europie jest JuraPark Krasiejów, w którym poza 250 figurami dinozaurów można obejrzeć prawdziwe stanowiska paleontologiczne (bo to miejsce prawdziwych odkryć prehistorycznych stworzeń). O ile większość polskich parków rozrywki – to konglomeraty kiczowatych, pretensjonalnych, pstrokatych obiektów nie przypominających nawet architektury, o tyle w Krasiejowie parkowe obiekty mają stonowane, dobrze zaprojektowane formy.

JuraPark Krasiejów, źródło: www.juraparkkrasiejow.pl

JuraPark Krasiejów, źródło: www.juraparkkrasiejow.pl

Park ma przyciągać zawartością, treścią popularnonaukową, możliwościami zdobycia wiedzy czy poznania ciekawostek, a nie popularną rozrywką. W Krasiejowie stoi też obsypany także zagranicznymi nagrodami Pawilon Paleontologiczny (proj. Goczołowie Architekci – Studio Autorskie i OVO Grąbczewscy Architekci ). Nad JuraParkiem w Krasiejowie pieczę sprawują naukowcy z Uniwersytetów Śląskiego i Opolskiego.

Kultura bez ludzi

Katowicka Strefa Kultury – najważniejsza, sztandarowa miejska inwestycja ostatnich lat, wyczekiwana, szeroko komentowana i reklamowana, okazuje się urbanistycznym bublem. Budowany w pobliżu Spodka kompleks imponujących obiektów kulturalnych – Muzeum Śląskiego, siedziby Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia i Międzynarodowego Centrum Kongresowego ma się stać nową wizytówką miasta, walczącego ze stereotypem zanieczyszczonej, przemysłowej aglomeracji.

Każdy z trzech wzniesionych w Strefie Kultury obiektów pod względem architektonicznym nie budzi zastrzeżeń – na każdy z nich rozpisany był konkurs, każdy zaprojektowała ceniona pracownia, każdy wreszcie posiada wiele estetycznych zalet. Niestety zbyt wiele chyba uwagi poświęcono samym budynkom – zbyt mało otoczeniu, w jakim powstały.

Wiele już napisano na temat przestrzeni publicznej Strefy Kultury. A właściwie jej braku. Obszar ten potraktowano bowiem jak plac dla niepołączonych ze sobą żadną spójną przestrzenią osobnych budynków. Wszystko wskazuje na to, że w okolice widowiskowych gmachów nie będzie żadnego powodu przychodzić – przestrzeń wokół nich została potraktowana jako obszar transferu do kolejnych wnętrz.
Aż 100 milionów zł kosztowała wybudowana pomiędzy wspomnianymi obiektami sieć drogowa. Władze miasta są z niej bardzo zadowolone, podobnie jak wypowiadający się dla TV Silesia na ten temat… kierowca rajdowy (sic!).

Strefa Kultury, Katowice, widok z góry; źródło: www.katowice.eu

Strefa Kultury, Katowice, widok z góry; źródło: www.katowice.eu

Dwu- i trzypasmowe jezdnie przecięły ten teren, służąc jedynie posiadaczom samochodów. W Strefie Kultury powstało 1500 (!) miejsc parkingowych, mimo że teren leży w samym środku miasta i z wielu stron łatwo można było go włączyć do sieci komunikacji publicznej. Co więcej, kompleks wyrósł tuż przy wielopasmowej trasie szybkiego ruchu – Alei Roździeńskiego i został od niej osłonięty koszmarnymi ekranami akustycznymi (na drugą stronę tego kanionu prowadzi na razie zaledwie jedna kładka). Plan terenu wokół wielkich budowli kulturalnych nie wspomaga ożywienia tej okolicy, nie zachęca do przychodzenia tu, jeśli się nie posiada biletu na której z wydarzeń wewnątrz. Można powiedzieć, że jak na razie Strefa Kultury przypomina raczej centrum handlowe, do którego przyjeżdża się samochodem, wchodzi do środka, załatwia swoje sprawy i czym prędzej odjeżdża.

Nie tak powinna być chyba projektowana jedna z najważniejszych nowych przestrzeni w centrum dużego miasta…

Architektura wspólnego czytania

Jeszcze do niedawna mało kto analizował architekturę budynków bibliotecznych. Obiekty te były podporządkowane swojej funkcji, nie miały przyciągać wzroku, a ułatwiać dostęp do zawartej w książkach wiedzy. Wraz z rozwojem mediów cyfrowych także i biblioteki zaczęły zmieniać swój wygląd. Z jednej strony musiały swoją funkcjonalność dopasować do nowych nośników, nowych form przechowywania danych. Z drugiej – poprawić swoją atrakcyjność, bo w czasach, gdy większość informacji znaleźć można w domu, w internecie, biblioteka musi przyciągnąć nowymi atrakcjami. Jedną z nich jest bez wątpienia jej architektura.

Bibliothek Stuttgart, proj. Yi Architects, fot. Rob124, (CC-BY-2.0)

Bibliothek Stuttgart, proj. Yi Architects, fot. Rob124, (CC-BY-2.0)

W ciągu ostatnich kilkunastu lat na całym świecie powstały setki nowych bibliotek. Wiele z nich – to udane przykłady starannie zaprojektowanej architektury. Świadczyć może o tym wysyp nagród, przyznawanych obiektem bibliotecznym; w istaniejących już konkursach utworzono specjalne kategorie, powstały też plebiscyty, poświęcone tylko temu jednemu typowi budynku. Swoje nagrody w tej kategorii przyznaje m.in. The American Institute of Architects (AIA), w sierpniu 2014 roku po raz pierwszy zostanie przyznana międzynarodowa nagroda dla najlepszego budynku bibliotecznego, wręczona przez International Federation of Library Associations and Institutions (IFLA), które ma swoją siedzibę w Lyonie.
Cieawych pod względem architektury bibliotek powstało już w XXI wieku bardzo wiele. Oto kilka przykładów.

Library of Birmingham, proj. Mecanoo, źródło: www.mecanoo.nl

Library of Birmingham, proj. Mecanoo, źródło: www.mecanoo.nl

W 2013 roku gradem nagród obsypany został gmach biblioteki w Birmingham. Zaprojektowany przez pracownię Mecanoo gmach – to kompozycja kilku poprzesuwanych względem siebie prostopadłościanów, ukrytych za ażurowymi siatkami, tworzącymi geometryczny ornament. To największa biblioteka w Europie – supernowoczesna, a zarazem wyjątkowo przyjazna użytkownikowi, oferująca zarówno „tradycyjne” książki, jak i dostęp do archiwów cyfrowych.

Bibliothek Stuttgart, proj. Yi Architects, fot. Mussklprozz, (CC BY-SA 3.0)

Bibliothek Stuttgart, proj. Yi Architects, fot. Mussklprozz, (CC BY-SA 3.0)

W 1999 roku rozstrzygnięto konkurs na projekt, a w 2011 oddano do użytku gmach Miejskiej Biblioteki w Stuttgarcie. Ta budowla także szybko stała się sławna dzięki swojej wyjątkowej architekturze. Dzieło pochodzącego z Korei, pracującego w Kolonii architekta, Eun Young Yi zachwyca prostą, a zarazem wysmakowaną formą. Dziewięciokondygnacyjny gmach ma kształt białej kostki, która nocą zamienia się w futurystyczny lampion, podświetlony kilkoma kolorami. Wewnątrz natomiast urzeka sterylnie białą, otwartą przestrzenią, w której każde piętro otwiera się szeroko na ciągnące się przez wszystkie kondygnacje atrium.

Sendai Mediatheque, proj. Toyo Ito, fot. Scarletgreen, (CC BY 2.0)

Sendai Mediatheque, proj. Toyo Ito, fot. Scarletgreen, (CC BY 2.0)

Jeszcze dalej w rozumieniu idei „otwartej przestrzeni” poszedł ubiegłoroczny laureat Nagrody Pritzkera, Toyo Ito. W 2000 roku w mieście Sendai powstała zaprojektowana przez niego mediateka, całkowicie przeszklony gmach, którego kondygnacje wspierają się na wiązkach smukłych słupów, zamkniętych w szklanych tubach. Przebywający wewnątrz budynku ludzie – z powodu braku tradycyjnie rozumianych ścian – mogą stracić poczucie, że znajdują się w zamkniętym obiekcie. Widoku na zieleń dookoła nic bowiem nie zasłania.

Joe and Rika Mansueto Library, Chicago, proj. Murphy/Jahn Architects, źródło: www.jahn-us.com

Joe and Rika Mansueto Library, Chicago, proj. Murphy/Jahn Architects, źródło: www.jahn-us.com

Czytelnicy w Bibliotece im. Joe i Riki Mansueto w Chicago dysponują natomiast imponującym widokiem na niebo. Projektujący gmach Helmut Jahn zamknął bowiem znajdującą się lekko poniżej poziomu gruntu czytelnię pod szklaną kopułą.

Library of Birmingham, proj. Mecanoo, źródło: www.mecanoo.nl

Library of Birmingham, proj. Mecanoo, źródło: www.mecanoo.nl

Nowopowstałe, widowiskowe gmachy biblioteczne można by wymieniać jeszcze długo. Łączy je nie tylko ciekawa, oryginalna architektura, ale też wielofunkcyjność. W każdej poza czytelnią działają sale komputerowe, są przestrzenie do spotkań, koncertów, warsztatów, są  osobne sale dla dzieci. Nie mniej ważną przestrzenią w każdej nowej bibliotece jest rozległy hol z książkami i gazetami do czytania bez konieczności wchodzenia do czytelni, z siedziskami, księgarnią, kawiarnią. Bo współczesne biblioteki to w coraz większym stopniu nie tylko świątynie wiedzy, ale i miejsca spotkań.

Fabryczna osada na rozstaju dróg

Gdy w latach 30. XIX wieku w połowie drogi między Warszawą a Łodzią zaczęły powstawać pierwsze zakłady przemysłowe idea budowy wyposażonych we wszelką infrastrukturę osad dla robotników nie była jeszcze rozpowszechniona. Jednak już 20 lat później na terenie dzisiejszego Żyrardowa stały pierwsze osiedla dla pracowników rozbudowujących się fabryk lniarskich. Pierwszym dyrektorem fabrycznego kompleksu był Philippe de Girard, od nazwiska którego osada została nazwana.

 Żyrardów - Budynki Zakładów Lniarskich, fot. DeGirard (CC BY-SA 3.0 PL)

Żyrardów – Budynki Zakładów Lniarskich, fot. DeGirard (CC BY-SA 3.0 PL)

Żyrardów szybko się rozbudowywał. Jak można przeczytać na stronie sztetl.pl (zbierającej informacje o miastach, zamieszkiwanych przez ludność żydowską): „Na powierzchni 70 ha powstał kompleks przemysłowy i mieszkalno-socjalny dla pracowników, mający spełniać oczekiwania ówczesnych architektów marzących o stworzeniu idealnego miasta. Miasto, wraz z industrializacją i urbanizacją staje się wieloetniczne i wielowyznaniowe. Obok Polaków, Niemców, Rosjan, Żydów, Czechów pojawiali się Szkoci, Francuzi, Anglicy i Irlandczycy. Katolicy mieszkali obok wyznawców obrządków reformowanych, prawosławnego czy mojżeszowego”.

Prawdziwy rozkwit miasta przypadł na lata 60. XIX wieku, kiedy to korzystne dla fabrykantów reformy ułatwiły rozbudowę fabryk. Wiąże się to oczywiście ze wzrostem liczby mieszkańców – w 1900 roku gmina liczy ich 40 tysięcy. Wielonarodowej i wielowyznaniowej grupie mieszkańców udostępnione zostają domy kultury, szkoły, świetlice. Żyrardów był osadą robotniczą, oferującą dość dobre warunki do życia, był też przemyślaną, spójną kompozycją urbanistyczną. Serwis e-zabytek.nid.pl Narodowego Instytutu Dziedzictwa podaje: „Od końca XIX wieku do wybuchu I wojny światowej fabryka żyrardowska była jednym z największych zakładów przemysłowych w Królestwie Polskim. W 1900 roku na Wystawie Światowej w Paryżu Żyrardów przedstawiono jako wzorcową osadę. Ogromną rolę w jego rozwoju odegrała pobliska linia kolejowa (Kolej Warszawsko-Wiedeńska), połączona z fabryką bocznicą przebiegającą przez cały teren zakładów”. Nawet jeśli na działanie założycieli Żyrardowa, niemieckich przemysłowców  Karola Augusta Dittricha i Karola Hielle spojrzeć krytycznie – nie byli filantropami, a nastawionymi na zysk fabrykantami – nadal zabudowa mazowieckiego przemysłowego miasteczka wyróżnia się na tle regionu spójnością, konsekwencją, zarządzaniem przestrzenią. Dość krytyczny wobec poczynań niemieckich fabrykantów autor bloga Blokblog.pl  także dostrzega architektoniczne walory osady (do dziś doskonale widoczne): „Priorytetem było stworzenie małym kosztem przestrzeni w której człowiek będzie mógł odpocząć po ciężkim dniu pracy. W rezultacie powstało unikatowe założenie urbanistyczne, które mimo stosowania jedynie kilku prostych form urzeka ludzką skalą oraz malowniczością wynikającą z wszechobecnej zieleni”.

Zabytkowy zespół osady fabrycznej w Żyrardowie w 1979 roku wpisany został do rejestru zabytków województwa mazowieckiego; w 2012 roku miastu nadano status pomnika historii.

 Żyrardów - osada fabryczna, fot. DeGirard (CC BY-SA 3.0 PL)

Żyrardów – osada fabryczna, fot. DeGirard (CC BY-SA 3.0 PL)

O ile zabytki Żyrardowa są dziś zadbane i przyciągają turystów, o tyle samo miasto w nowej – poprzemysłowej rzeczywistości nie do końca sobie radzi. Wiele lat trwał proces przemiany pofabrycznych zabudowań położonych w samym centrum miasteczka zakładów lniarskich w lofty – przebudowę rozpoczęto w chwili, gdy tego typu mieszkania były modne, trwała jednak ona na tyle długo, że na zmieniającym się rynku nieruchomości firma je sprzedająca niedawno zbankrutowała. Mimo bliskości Warszawy, dobrego dojazdu do stolicy, rozbudowanej infrastruktury proces przyciągania nowych mieszkańców do Żyrardowa nie przynosi spodziewanych skutków.

Spotkajmy się w pawilonie

26 czerwca Londyn wzbogacił się o kolejną atrakcję – w Kensigton Gardens otwarto letni pawilon Serpentine Gallery. Jak co roku zaprojektował go inny, zaproszony przez dyrekcję architekt (w czternastoletniej historii tego przedsięwzięcia dwa razy przy projekcie pracowały kobiety: w 2000 roku Zahah Hadid, w 2009 Kazuyo Sejima z duetu Sanaa). W tym roku pawilon wywołuje ekscytację, bo stworzył go mało znany architekt z Chile, Smiljan Radic, proponując bryłę kojarzącą się z prehistorycznym głazem, pierwotna formą z natury. Koneserzy pawilonowej architektury Serpentine Gallery przywykli do form raczej nowoczesnych.

Serpentine Pavilion 2014: Smiljan Radić from Serpentine Galleries on Vimeo.

Tymczasowe budowle, wznoszone latem w miastach czy np. podczas dużych plenerowych imprez mają swoja długą tradycję, rzadko jednak kiedy odznaczają się oryginalną architekturą, zwykle to ich „zawartość” jest przyciągającą ludzi atrakcją. W przypadku pawilonu galerii Serpentine jest odwrotnie: choć co roku kolejna tymczasowa budowla służyć ma spotkaniom, prelekcjom, mieścić kawiarnię czy księgarnię, to magnesem, ściągających w jej okolice miejscowych i przyjezdnych jest architektura. To forma pawilonu (a czasem też głośne nazwisko jego projektanta) jest powodem grupowania się tu ludzi.

Letni pawilon Serpentine Gallery, Londyn, 2014, proj. Smiljan Radic, źródło: www.serpentinegalleries.org

Letni pawilon Serpentine Gallery, Londyn, 2014, proj. Smiljan Radic, źródło: www.serpentinegalleries.org

Jednym z najpopularniejszych pawilonów w dziejach Serpentine Gallery była ubiegłoroczna konstrukcja, opracowana przez Japończyka, Sou Fujimoto. Pawilon w formie rzeźby w metalowych rurek, uformowanych w kształt ażurowej chmury odwiedziło dwieście tysięcy ludzi. sam nietypowy kształt budowli czy możliwość wejścia na jedną z jego ścian powodowały, że setki osób przychodziły, spędzać nawet cały letni dzień w pobliżu pawilonu.

Sou Fujimoto Serpentine Pavilion Intervention from United Visual Artists on Vimeo.

Czy wykonany z półprzejrzystego tworzywa głaz, do którego można wejść, organiczna struktura, posadowiona w zabytkowym parku stanie się tak samo skutecznym magnesem, przyciągającym ludzi – okaże się w czasie wakacji. Tegoroczny pawilon, podobnie jak wszystkie poprzednie, zostanie jesienią sprzedany na aukcji.

Letni pawilon Serpentine Gallery, Londyn, 2013, proj. Sou Fujimoto, źródło: www.serpentinegalleries.org

Letni pawilon Serpentine Gallery, Londyn, 2013, proj. Sou Fujimoto, źródło: www.serpentinegalleries.org

Bar tematyczny

Gdy w 1992 roku w Warszawie otwierany był pierwszy bar McDonald’s – traktowano to jak wydarzenie historyczne, przełom ekonomiczny, polityczny i kulturowy, dzięki któremu Polska weszła wreszcie do kręgu państw tzw. Zachodu. Dziś te popularne bary szybkiej obsługi nie robią już takiego wrażenia – co nie zmienia faktu, że ich kierownictwo nieustannie pracuje nad tym, aby przyciągać wciąż nowych klientów. Kilka lat temu w wielu lokalach zmieniono wystrój: z banalnego, standardowego zmienił się w oryginalny, projektowany przez znane pracownie architektoniczne. Później bary wzbogacono o część kawiarnianą – elegancką, nie kojarząca się z „fast-foodem”, z kawą w filiżankach i tradycyjnymi ciastami.

Barstow Station McDonald’s, źródło: www.barstowstation.net

Barstow Station McDonald’s, źródło: www.barstowstation.net

Podobnie jak większość barów szybkiej obsługi, także „kultowemu” McDonadowi trudno jest utrzymać klientów dłużej, spowodować, żeby zjedli i wypili (czyli wydali) więcej. Poszerzanie, różnicowanie oferty, budowanie wrażenia „luksusowości” – to jedna z metod, inną jest oddziaływanie architekturą. Bary McDonald’s nie kojarzą się z niezykłymi budynkami – zwykle lokowane są w brzydkich pawilonach przy stacjach benzynowych czy w centrach handlowych. jest jednak na świecie grupa barów, założonych w niezwykłych budynkach. To one – choć nie oferują nic innego, niż tysiące ich filii – są lokalnymi atrakcjami turystycznymi, przyciągającymi nie tylko głodnych, ale i ciekawskich.

McDonald’s w Roswell, fot. Ben Barnett, CC BY 2.0

McDonald’s w Roswell, fot. Ben Barnett, CC BY 2.0

Kilkanaście przykładów takich „dziwnych” McDonadlów zebrali niedawno dziennikarze portalu WebUrbanist.com. Okazuje się, że menadżerowie jednej z najbardziej zunifikowanych sieci świata czasem zdolni są zaakceptować wyjątek od barowego standardu. W znanym wszystkim wielbicielom UFO mieście Roswell w stanie Nowy Meksyk bar McDonald’s ma kształt latającego spodka, po zmroku dramatycznie podświetlonego i tajemniczego. W luksusowym biurowcu w Tokio taki sam bar – to utrzymana w czerni, minimalistyczna ascetyczna przestrzeń, doskonale odpowiadająca formom, do jakich przywykli japońscy urzędnicy i pracownicy korporacji. W parku Disneyland w Orlando w USA bar ma kształt… gigantycznej paczki frytek, gdzie indziej w bryłę baru wkomponowano samolot. Na pustyni w Arizonie stanął bar w formie glinianego fortu, na stacji kolejowej w Barstow przy słynnej Route 66 hamburgera zjeść można w wagonie kolejowym. Dla odznaczających się wysublimowanym gustem klientów w Melbourne bar szybkiej obsługi powstał w zabytkowym budynku, wzniesionym w latach 30. w stylu art deco.

Clifton Hill McDonalds, Melbourne, Australia; fot. Mattinbgn  (CC-BY-SA-3.0,2.5,2.0,1.0)

Clifton Hill McDonalds, Melbourne, Australia; fot. Mattinbgn (CC-BY-SA-3.0,2.5,2.0,1.0)

Czy lokowanie barów , serwujących to samo jedzenie pod każdą szerokością geograficzną, w oryginalnych, nietypowych budynkach zwiększa ich popularność? Przyciąga ludzi? Bardzo możliwe, bo w internecie można znaleźć setki filmów, jakie turyści kręcą w tych barach. O wiele mniej jest tych, powstających w zwykłych pawilonach z hamburgerami…

Uzależnieni od pociągów

Der Kluge reist im Zuge – mądry podróżuje pociągiem –  tak brzmi motto Szwajcarskich Linii Kolejowych. I nie jest to tylko hasło reklamowe, w ciągu ostatnich siedmiu lat liczba pasażerów kolei w Szwajcarii wzrosła o 30%, będąc już i tak najwyższą w Europie. Tylko Japończycy częściej korzystają z tego środka transportu. Relacjonujący budowę kolejnej przecinającej Zurych linii kolejowej dziennikarz CNN cytuje pracownika Schweizerische Bundesbahnen: „Szwajcarzy są po prostu uzależnieni od pociągów”.

Statystycznie każdy mieszkaniec Szwajcarii przemierza pociągami rocznie ponad 3200 km. W liczącym nieco ponad 380 tysięcy mieszkańców Zurychu główny dworzec kolejowy obsługuje dziennie… 350 tysięcy pasażerów. W 2020 roku liczba ta sięgnie pół miliona. Z tego właśnie powodu kilka lat temu rozpoczęła się budowa kolejnej linii, przecinającej miasto i wiodącej w kierunku północno-wschodnim. Die Durchmesserlinie w 57% znajdzie się pod ziemią; aby ją uruchomić niezbędna jest budowa mostu oraz tuneli. Nowa linia będzie w okolicy głównego dworca biegła poniżej istniejącej infrastruktury – nowe tory i perony budowane są bezpośrednio pod budynkiem dworca, co jednak w żaden sposób nie wpływa na sposób jego działania. Mimo skomplikowanych i rozległych robót budowlanych ruch kolejowy w mieście nie zostanie wstrzymany ani na chwilę. Z dworca w Zurychu dziennie odjeżdżają trzy tysiące pociągów.

Hauptbahnhof Zürich, fot. Ikiwaner (CC BY-SA 3.0)

Hauptbahnhof Zürich, fot. Ikiwaner (CC BY-SA 3.0)

Jak na swojej stronie internetowej podkreślają zarządcy Szwajcarskich Linii Kolejowych, popularność transportu kolejowego bierze się stąd, że to niezawodny, szybki, wygodny i tani sposób przemieszczania się. Skoro jednak Szwajcarzy tak chętnie jeżdżą pociągami, można sądzić, że sporo czasu spędzają też na dworcach. Dyrekcja Schweizerische Bundesbahnen zdaje sobie z tego sprawę i wiele uwagi poświęca również stacjom. Czyste, bezpieczne, wyposażone w bezprzewodowy internet, mnóstwo miejsc do siedzenia, sklepów, barów dworce są doskonale skomunikowane z innymi częściami miast. Zresztą – co doskonale widać w Zurychu – są na tyle wrośnięte w tkankę centrum, że stanowią nie tylko węzły komunikacyjne, ale i miejsca spotkań czy imprez. W hali głównej stacji w Zurychu odbywają się różne wydarzenia, np. bożonarodzeniowy jarmark, wystawy sztuki, koncerty. Z zewnątrz budynek ma historyczną, zabytkową formę, jednak jego podziemia, tunele, dojścia na perony – to przykład najnowocześniejszego systemu, który w wydajny sposób obsługuje setki tysięcy ludzi.

Bahnhofshalle Zürich, CC BY-SA 3.0

Bahnhofshalle Zürich, CC BY-SA 3.0

Razem w przyszłość – spotkanie na temat kibuców

Fundacja Bęc Zmiana oraz Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie zapraszają na wykłady RAZEM W PRZYSZŁOŚĆ, których tematem są kibuce – wielkie doświadczenie wspólnotowe izraelskiego społeczeństwa. Spotkanie rozpocznie  się 7 lipca 2014 roku o godzinie 18.00. Odbędzie się w siedzibie Muzeum Sztuki Nowoczesnej przy ul. Emilii Plater 51 w Warszawie.

Kibbutz haOgen - Dom Kultury. Mikołaj Grospierre, Izrael, 2013

Kibbutz haOgen – Dom Kultury. Mikołaj Grospierre, Izrael, 2013

Na terenie Izraela w 275 kibucach mieszka dziś 143 tys. osób co uznawane jest za historyczny rekord. Co jest powodem tak dużej potrzeby powrotu do wspólnoty, nawet w sytuacji kiedy pierwotna idea kibucu uległa pewnemu rozmyciu? Jaką rolę w tym odgrywa architektura i jak bardzo może wpływać na proces formowania się społeczeństwa przyszłości?

Seria wykładów nie będzie faktograficzną prezentacją tradycyjnych izraelskich osad rolniczych a skupi się na relacji jaka powstaje pomiędzy architekturą i społeczeństwem.

Głównym gościem panelu będzie światowej sławy architekt i kurator Yuval Yasky, który opowie o kibucu jako laboratorium wiedzy o współczesnym Izraelu.

PROGRAM SPOTKANIA: 
Godzina 18:00: Konrad Pustoła, Mikołaj Grospierre - Architektura kibuców dziś

W części pierwszej spotkania artyści przedstawią wyniki swojego badania wizualnego zgromadzonego w trakcie podróży do Izraela. Opowiedzą o historii wybranych realizacji architektonicznych oraz o możliwych scenariuszach rozwoju idei kształtowania postaw społecznych przez architekturę na przykładzie najnowszych przykładów projektowania przestrzeni wspólnych.

Godzina 18:30: Stowarzyszenie im. Szymona An-skiego - Między starym a nowym światem

W latach 20. oraz 30. młodzież żydowska chcąca wyjechać do Palestyny, często decydowała się na dłuższy pobyt w ośrodkach przygotowawczych na terenie m.in. Polski. Niektóre z owych ośrodków nie były jednak tylko miejscami przejściowymi, lecz jeszcze tutaj, w Europie, stawały się prawdziwymi, wzorcowymi kibucami, w których wcielano idee wspólnej pracy i nowego ładu społecznego.

Członkowie stowarzyszenia opowiedzą o jednym z najbardziej znanych kibuców europejskich mieszczącym się na obrzeżach Warszawy – kibucu Grochów.

Godzina 19:00: Yuval Yasky - Kibuc: Architektura bez precedensu

Na wykładzie zostanie przedstawiony fenomen kibucu, który mimo licznych transformacji nie przestaje fascynować. Choć od założenia pierwszego kibucu minęły 104 lata i okres świetności kibuce mają już za sobą, to temat ten jest wciąż żywy i budzący kontrowersje. O kibucu często mawia się, że to eksperyment społeczny, polityczny i kulturowy. Jakie są jego korzenie, jaka ideologia stoi za nimi? Czy społeczne i polityczne wzorce, ambicje kulturowe, konsekwencje architektoniczne i artystyczne związane z kibucem mogły się spełnić gdzieś indziej, niż w Izraelu?

Yuval Yaski – architekt, kurator, dziekan wydziału architektury BezalelAcademy of Arts and Design w Jerozolimie, przedstawi ewolucję architektury kibucowej, aż do upadku kibuców w ostatniej dekadzie XX wieku. Zaprezentuje projekty wybranych architektów, imigrantów z Europy środkowo-wschodniej i opisze związki pomiędzy społecznym eksperymentem, a koncepcjami architektonicznymi, które miały mu służyć. Opowie też o współczesnym odrodzeniu kibuców jako jednej z opcji alternatywnego stylu życia dla młodych Izraelczyków.

Prowadzenie spotkań: Bogna Świątkowska

Kampus towarzyski

Od 26 czerwca do 1 lipca 2014 roku trwa w Toruniu „Tormiar” – Festiwal Architektury i Wzornictwa. Jego celem było – jak piszą sami organizatorzy – „wywołanie refleksji nad architekturą i wzornictwem, w kontekście zmian, które dokonały się w Polsce w II połowie XX wieku”. W ramach festiwalu odbyły się wystawy, spotkania, pokazy filmów, a także konferencja naukowa. Jednym z „bohaterów” imprezy był kampus Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika, późnomodernistyczne założenie urbanistyczne, które do dziś stanowi przykład niezwykle udanej, głęboko przemyślanej realizacji, w której funkcja została w wyjątkowy sposób połączona z wyrazem plastycznym.

Kampus Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu

Kampus Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu

Przy okazji festiwalu Tormiar w audycji w radiowej Trójce o swoich doświadczeniach pracy przy powstawaniu kampusu opowiadał jeden z projektantów, Lech Kłosiewicz.

Kampus Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu

Kampus Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu

Kampus został uroczyście otwarty przy okazji obchodów pięćsetnej rocznicy urodzin Mikołaja Kopernika, 2 października 1973 roku. Ulokowany w zachodniej części miasta, w dzielnicy Bielany kompleks od 1964 roku projektował zespół pracowników naukowych Katedry Podstaw Budowy Miast Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej. Jego kierownikiem był Ryszard Karłowicz, zaś poszczególne obiekty powstawały według projektów kolejnych członków zespołu (np. Konrad Kucza-Kuczyński zaprojektował Forum Główne, Marek Różański – rektorat i aulę, Witold Benedyk bibliotekę itd.).

Kampus Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu

Kampus Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu

Zajmujący teren o powierzchni 82 hektarów kampus rozplanowano wokół dwóch przecinających się osi, mieszkaniowo-socjalnej oraz naukowo-dydaktycznej. Wzdłuż tej pierwszej stanęły „rozsypane” wśród leśnego krajobrazu akademiki, stołówki kluby, przychodnia; druga otrzymała formy bardziej reprezentacyjne i wiodła wzdłuż siedzib poszczególnych wydziałów.

Kampus Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu

Kampus Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu

Centralnym miejscem założenia jest tzw. Forum Główne, z trzech stron otoczone budynkami, z czwartej – ścianą lasu. To rozległy plac, z którego zadaszonymi ciągami pieszymi można się dostać do kolejnych budynków uczelni, a zarazem najważniejsze miejsce spotkań, zaprojektowane tak, by zachęcać studentów do spędzania tu czasu, umawiania się, uczenia.

Kampus Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu

Kampus Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu

W 2010 roku na łamach „Kwartalnika architektury i urbanistyki” idęę placu tak opisywał badacz toruńskiej architektury, Michał Pszczółkowski: „Powierzchnia placu została zagospodarowana przy użyciu szerokiego repertuaru środków, podkreślających jego centralny, koronujący charakter z jednej strony, z drugiej natomiast organizujący tradycyjną funkcję akademickiego dziedzińca jako miejsca kontaktów socjalnych, rekreacji i wypoczynku. Przestrzeń pomiędzy basenem, a gmachem chemii i biblioteką zaaranżowano za pomocą systemu tarasów widokowych, w zamyśle mających pełnić rolę amfiteatru, stopni i siedzeń. Te elementy, kształtowane uskokowo w formach prostopadłościennych, miały tworzyć wspólną kompozycję z lustrem wodnym”.

Kampus Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu

Kampus Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu

Dopasowane skalą budynki wydziałów, rektoratu czy biblioteki, ich wzajemne relacje, a także zaznaczone linie komunikacyjne (wspomniane zadaszone ciągi piesze oraz linie w posadzce placu) razem z basenem, zielenią, elementami małej architektury stworzyły wyjątkową całość, do dziś czytelną i funkcjonalną.

Kampus Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu

Kampus Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu

Główne zasady, którymi kierowali się projektanci kampusu na łamach „Architektury” wyliczał w roku otwarcia obiektu Ryszard Karłowicz. Były to: „elastyczność, gwarantująca możliwość rozwoju uczelni przez rozbudowę całego zespołu, jak i każdego z obiektów(…), ekonomiczność (…) polegająca przede wszystkim na optymalnym powiązaniu funkcjonalnym poszczególnych obiektów i elementów zagospodarowania (…), swoboda i bezpieczeństwo poruszania się wewnątrz całej uczelni (…), stworzenie możliwości wyboru drogi, miejsca wypoczynku, rozrywki, skupienia się itp., czytelność koncepcji przestrzennej we wszystkich skalach rozwiązań (…), wyrazistość i indywidualizm rozwiązania plastycznego, osiągnięte przede wszystkim dzięki stworzeniu z zespołu centralnego dominanty kompozycyjnej o własnych niepowtarzalnych cechach architektoniczno-urbanistycznych”.

Biurowa kraina wyobraźni

Biura – to współczesne fabryki. Szczególnie w tzw. Krajach Zachody większość wytwórczości rodzi się w przestrzeniach biurowych, a nie w halach fabrycznych. Z tego też powodu coraz więcej firm swoje siedziby – miejsca pracy zatrudnionych ludzi – stara się urządzać w niebanalny sposób. Poniekąd po to, by poprawić komfort pracy, ale przede wszystkim w celu zwiększenia wydajności swoich pracowników.

Siedziba firmy Google w Tel Awiwie, proj.  Camenzind Evolution, źródło:  www.camenzindevolution.com

Siedziba firmy Google w Tel Awiwie, proj. Camenzind Evolution, źródło: www.camenzindevolution.com

Dotyczy to w największym stopniu branż, ceniących innowacje, kreatywność, opracowujących nowatorskie produkty i metody działania. Z niebanalnych, dizajnerskich siedzib słynęły jeszcze niedawno przede wszystkim agencje reklamowe, dziś pałeczkę w świecie widowiskowych miejsc pracy przejęły firmy, związane z internetem. Najważniejsze jest jednak to, że projekty dla nich tworzone nie dotyczą tylko wyglądu pokoi i gabinetów. Dziś dla firmy Google czy Apple projektowane są specjalne biurowce, których cała konstrukcja zaaranżowana jest tak, aby pobudzać kreatywność (wydajność) pracowników.

Siedziba firmy Apple, Cupertino, USA, proj. Norman Foster, źródło: www.fosterandpartners.com

Siedziba firmy Apple, Cupertino, USA, proj. Norman Foster, źródło: www.fosterandpartners.com

Szeroko komentowaną na świecie inwestycją jest nowa główna siedziba firmy Apple, budowana w Cupertino w Kalifornii. Zaprojektowana przez Normana Fostera ma futurystyczna formę szklanego pierścienia, otaczającego ogród. Emocje wzbudza koszt budowy gmachu – ma wynieść nawet 5 miliardów dolarów. Na cenę mają wpływ drogie materiały (egzotyczne drewno na posadzkach) i specjalnie gięte szkło, które stanowić będzie elewacje ogromnego budynku. Taki kształt biurowca wymyślił podobno Steve Jobs, wychodząc z założenia, że ludzka wyobraźnia pracuje lepiej w przestrzeni pozbawionej kątów. Bardzo ważnym elementem tej koncepcji jest też zminimalizowanie w budynku zamkniętych przestrzeni. Swoboda ruchu pracowników, umożliwienie im nieustannego kontaktu w nieograniczających przestrzeniach ma wspomóc ich pomysłowość. Dookoła budynku i na jego dziedzińcu – ona wpływa kojąco w chwilach stresu, a w ogrodowym otoczeniu można też pracować. Na potrzeby pracowników w biurowcu działać będzie sala widowiskowa i kinowa czy fitness club.

Podobne idee na temat sposobu pracy wyznawane są w firmie Google. Niektóre z licznych, rozsianych po świecie siedzib firmy mogą przypominać place zabaw czy galerie nowoczesnego dizajnu nie zaś przestrzenie biurowe. Googleplex, siedziba firmy w Dolinie Krzemowej (proj. Clive Wilkinson Architects) – to położony na prerii kompleks budynków, po których pracownicy przemieszczają się rowerem.

Siedziba firmy Google w Dolinie Krzemowej, proj. Clive Wilkinson Architects, źródło: www.clivewilkinson.com

Siedziba firmy Google w Dolinie Krzemowej, proj. Clive Wilkinson Architects, źródło: www.clivewilkinson.com

Zespół biurowy zaczął powstawać już w 2003 roku i wyznaczył trendy dla podobnych obiektów na długie lata. Otwarte przestrzenie, nie przymuszające do siedzenia za biurkiem, mnogość kolorów i miejsc wspólnych, funkcje rozrywkowe (kino, kąciki z zabawkami, huśtawki, leżaki), sprzyjające integracji pracowników i ich dobremu samopoczuciu – to wszystko zrealizowano w Googleplex, a w jeszcze większej skali aranżowane jest w kolejnych siedzibach firmy, np. w Tel Awiwie (proj. Camenzind Evolution).

Siedziba firmy Google w Tel Awiwie, proj.  Camenzind Evolution, źródło:  www.camenzindevolution.com

Siedziba firmy Google w Tel Awiwie, proj. Camenzind Evolution, źródło: www.camenzindevolution.com

Wróćmy na bazary

Dla młodych mieszkańców Warszawy nazwa „Bazar Różyckiego” nie jest może znana, starsi jednak pamiętają jeszcze zupełnie unikalny klimat tego praskiego targowiska, zbudowaną wokół niego społeczność, wygląd i charakter tego miejsca. Od kilku lat bazar popada w ruinę – choć część straganów i sklepików wciąż działa, nie jest to już tętniące życiem miejsce. Architektka Aleksandra Wasilkowska, która od lat realizuje projekty, związane z „życiem bazarowym”, w tym roku część straganów z Bazaru Różyckiego przenosi pod Centrum Sztuki Współczesnej, gdzie w ramach programu Zielony Jazdów będą one pełniły swoją pierwotną funkcje – handlową. Zniszczone, ale oryginalne pawilony handlowe, kontrastujące z monumentalną bryłą Zamku Ujazdowskiego – to forma artystycznej instalacji, ale też projekt społeczny, mający na celu ożywienie na nowo terenu bazaru na Pradze.

Projekt "Różyć Bazaristan" w ramach programu Zielony Jazdów; źródło:  www.facebook.com/ZielonyJazdow

Projekt “Różyć Bazaristan” w ramach programu Zielony Jazdów; źródło: www.facebook.com/ZielonyJazdow

Gdy kilka lat temu decyzją prezydent Warszawy rozpoczął się proces likwidacji stołecznych bazarków i „rynków” mało kto protestował; teraz tego typu obiektów działa w dwumilionowym mieście zaledwie kilka, co większość ludzi skazuje na zakupy w centrach handlowych. Aby temu przeciwdziałać powstała społeczność o nazwie „Warszawa handlowa”. Pod tym szyldem ma być promowana idea „zrównoważonego handlu”, a więc równowagi pomiędzy przestrzeniami zamkniętych centrów handlowych a ulicami ze sklepami.

Projekt bazaru na osiedlu Nowe Żerniki, proj. Basis, źródło:  http://nowezerniki.pl/

Projekt bazaru na osiedlu Nowe Żerniki, proj. Basis, źródło: http://nowezerniki.pl/

Proces przywracania miastu bazarów w niewielkiej skali odbywa się we Wrocławiu. Kilka miesięcy temu rozstrzygnięty został konkurs architektoniczny na projekt bazaru, jaki ma powstać na eksperymentalnym osiedlu Nowe Żerniki. Pierwszą nagrodę otrzymała propozycja pracowni Basis, w której uwzględniono zarówno miejsca dla handlujących, jak i przestrzeń publiczną, miejsca spotkań i odpoczynku.

Projekt Bazaristan rozbudowy targu przy ul. Ptasiej we Wrocłąwiu, źródło: www.facebook.com/Bazaristan

Projekt Bazaristan rozbudowy targu przy ul. Ptasiej we Wrocłąwiu, źródło: www.facebook.com/Bazaristan

Aleksandra Wasilkowska przy ulicy Ptasiej realizuje też projekt Bazaristan  (warszawski pomysł ustawienia straganów z „Różyca” pod CSW jest odłamem tego projektu).  Ma on na celu rozbudowę i modernizację istniejącego tu bazaru, przywrócenie mu jego społecznej roli. Projekt powstał w wyniku współpracy pomysłodawców, architektów, artystów z pracującymi na bazarze kupcami.

Dla wspólnoty afrykańskiej

Choć kontynent afrykański jest niezwykle zróżnicowany, potrzeby mieszkających w tamtejszych miastach ludzi niewiele się różnią od tych z Europy. Co więcej, urbanistyczne problemy dotyczą ich w podobnym stopniu.

Podczas dwóch z rozlicznych konferencji TED dwóch pracujących w Afryce architektów opowiedziało o swoich doświadczeniach pracy w Burkina Faso i Etiopii. Obu projektantów łączy chęć tworzenia obiektów, jednoczących wspólnotę, nie oderwanych od rzeczywistości ikon albo czysto komercyjnych gmachów, przynoszących zysk deweloperowi, pozostających jednak w oderwaniu od lokalnych społecznych tradycji, przyzwyczajeń, potrzeb.

Szkoła podstawowa, Burkina Faso, proj. Diébédo Francis Kéré, źródło:  www.kerearchitecture.com

Szkoła podstawowa, Burkina Faso, proj. Diébédo Francis Kéré, źródło: www.kerearchitecture.com

Diébédo Francis Kéré urodził się w małej wiosce w Burkina Faso i choć dziś swoją pracownię architektoniczna prowadzi w Berlinie, nadal opracowuje projekty, skierowane do jego rodaków w Zachodniej Afryce. Jak sam mówi, chce w ten sposób spłacić dług, jakim według niego jest fakt, że miał możliwość zdobyć wykształcenie, w odróżnieniu od wielu innych mieszkańców jego wioski. Architekt podczas konferencji TED w Nowym Jorku, we wrześniu 2013 roku opowiedział o tym, że łączy i scala wspólnoty nie tyle sama architektura, co… proces budowania. Kéré uważa, że architektura wtedy służy wspólnocie gdy jest przez nią wzniesiona, skonstruowana. Dlatego też sam projektuje budynki, które potem powstają w Burkina Faso rękami samych mieszkańców, tych, którzy później z takiego budynku będą korzysta. Jako przykład podaje budynek szkoły, która choć wcale nie piękna, wybudowana z gliny, zdobyła już wiele nagród architektonicznych na świcie. Nie ze względu na swoją formę, ale dzięki sile oddziaływania na lokalną wspólnotę.

Xavier Vilalta,  hiszpański architekt często pracujący w Afryce, kilka lat temu dostał zlecenie na projekt centrum handlowego w Addis Abebie, stolicy Etiopii. Jak twierdzi, postanowił na bazie standardowych i oczekiwanych przez inwestora form obiektów handlowych opracować bryłę nie tylko formalnie odpowiadającą lokalnej tradycji, ale też oferującą mieszkańcom coś więcej niż tylko zakupy z sklepach, które dla większości z nich są za drogie.

Najpiękniejszy kościół

Lokalny serwis katowice.naszemiasto.pl wraz z redakcją „Dziennika Zachodniego” już kolejny raz organizują plebiscyt na najpiękniejszy kościół w Katowicach. Organizatorzy konkursu na stronie internetowej przedstawili czterdzieści katowickich świątyń (czytelnicy mogą dosyłać swoje typy, jeśli jakiś religijny obiekt został pominięty) – czytelnicy i internauci mogą oddawać swoje głosy na swój parafialny kościół, lub na inny, który uważają za piękniejszy.

Kościół pw. Matki Boskiej Piekarskiej na Osiedlu Tysiąclecia w Katowicach,  fot. James562, CC-BY-2.5.

Kościół pw. Matki Boskiej Piekarskiej na Osiedlu Tysiąclecia w Katowicach, fot. James562, CC-BY-2.5.

Co bardzo ważne – plebiscyt nie dotyczy architektury. Jest ona oczywiście ważna, wygląd kościoła ma kluczowe znaczenie, jednak organizatorom konkursu chodziło raczej o wybranie świątyni, wokół której powstała najlepiej działająca wspólnota. Jak sami piszą: „Pokażmy i tym razem, że kościół to dla nas nie tylko miejsce kultu religijnego, ale również wspólne dobro, przestrzeń, która nas łączy. Wskażmy świątynie, gdzie parafianie wspólnie dbają o wystrój kościoła, a proboszcz cieszy się wśród wiernych dużym zaufaniem. Nasz plebiscyt to sposób na to, aby wyróżnić aktywne parafie, pokazać zaangażowanie ludzi w parafialne życie i więź, jaka ich łączy z kościołem, do którego należą. To również okazja, by w ten nietypowy sposób po prostu pokazać najpiękniejsze i najbardziej zadbane świątynie”.

Kościół garnizonowy pw. Św. Kazimierza w Katowicach, fot. Lestat (Jan Mehlich),  CC BY-SA 3.0

Kościół garnizonowy pw. Św. Kazimierza w Katowicach, fot. Lestat (Jan Mehlich), CC BY-SA 3.0

Polska architektura sakralna, szczególnie ta współczesna (a taka dominuje w Katowicach) nie cieszy się wielkim szacunkiem. Mówi się, że kościoły są brzydkie, przytłaczające, opresyjne, nie odpowiadają potrzebom wiernych. Katowicki plebiscyt może nieco zadawać kłam tej teorii, bo w poprzedniej jego edycji pierwsze miejsce zajął na wskroś współczesny obiekt, kościół Matki Boskiej Piekarskiej, wybudowany na Osiedlu Tysiąclecia według projektu Aleksandra Franty i Henryka Buszko. Okazało się, że na odbiór i przywiązanie do świątyni wpływ ma nie tylko jej bryła, ale też współtworząca ją wspólnota ludzi, mieszkańców okolicy. Najwyżej przez historyków architektury oceniany katowicki kościół garnizonowy, wybudowany w okresie międzywojennym, piekny, smukły, modernistyczny gmach, rzeczywiście wyróżniający się na tle architektury sakralnej w całej Polsce w plebiscycie zajął… 39. miejsce.